Walking dead

By Rover

On Słowoplastyka

Released on March 11, 2015

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Słuchałem Ninę Simone w pokoju, gdzie wszystko nie jest na miejscu

Wyszedłem na ławkę pod blok, ostatnich znajomych zabrał mi Facebook

Podarty skrawek papieru zwinąłem w kieszeni, zamieniając w kulkę

I rzucam, by trafił z wiatrem do celu przez puste ulice do kogoś, kto również

Czuje jak ja, i potrafi to życie zamienić w felieton

Gdy hypeman i DJ przestaną grać i skończy się stary miesiąc

Podłożę pod głowę wszystko co mam, ciepło świata odda mi beton

Usłyszę, że chłopak taki, jak ja może być kim zechce; Hellboy

Dlatego nie będę tym kim nie chcę, serce

Póki serce nie zechce nie będę tym kim chcesz, madame

Możemy razem podpalić świat albo spłonąć na ziemi wśród milionów istnień

Jestem z Tobą, przysięgam, dzisiaj i jutro (pojutrze, nie wiem)

Może zostawię Ci kartkę przy łóżku, że wyszedłem biegać by odnaleźć siebie

Potem wrócę po latach, jak Forrest Gump, ze sławą jak Cunningham

Zagram z Tobą va banque, o dom, rodzinę i psa

Tylko powiedz mi, czemu nie ma ludzi na ulicach miast

I jak to się mogło stać, że zostałem sam


[Refren x4]

Wszystko co widzisz to tylko sen

Tylko maszyna wprowadza w ruch krew

Masz biały kaftan na sobie i przyjmujesz lek

Walking dead!


[Zwrotka 2]

Słuchałem Niny Simone w pokoju, gdzie ciepło to para z oddechu

Wyszedłem z bloku na front, z terpentyną w butelce po mleku

I może matematyka nie ma prawd, gdy czasu nie mierzy skala sekund

A ja sam nie jestem dla mas zamknięty, jak pająk pod szklanką bezdechu

Nie dać się zranić, jak Ci, co ślepo wyznają socjalizm

I idą krwawo na sloganów fali, deptając strzępy ciał pod stopami

Szansa, fenomen, to puścić dobry omen drogami

Bo nie jesteśmy tacy sami, choćbyśmy chodzili równymi ścieżkami

Ale może tylko maszyna wprowadza w ruch krew

A wyobraźnia szuka cienia pod żyłami

Właśnie podają mi lek, zaciskam kaftan palcami

Gdy moje życie to tylko sen, to chcę być wciąż, jak najebany

I strzelać do trupów, jak w Walking dead, stojąc w oknie sypialni

Ta, mam pewną pierdoloną schizofrenię

Bo co noc śni mi się, że mnie anioł z nieba w nagrodę zrzucił na ziemię

W pół drogi do Księżyca zawraca mnie palców skinienie

A ktoś szepta, gdy leży na łóżku, że jeśli wrócę wyłączą aparat z tlenem


[Refren x4]