Released on April 4, 2013

Thumbnail

[Cuts: Dj Gugatch]


[Verse 1: Rose]

Spróbuj chociaż raz własne zabić lęki

Wierz mi, uczucie gorsze niż parliż senny

Wiem to, przecież nieraz nie mogłem zasnąć przez to

Paranoje, myśli gdzieś poza strefą bezpieczną

Też tak miałem i ty pewnie też byś wolał nie żyć

Kiedy zamykasz oczy a obraz śnieży

To pokurwione jak fundacja martwych dzieci, nie ćpam kwacha

Mocna psychika jest lepsza niz słaba

Fajnie, życie to ciągłe halucynacje

Oczom nie ufam, nie zawsze mówią tobie prawdę

Jest faktem, dziwne rzeczy robią z bani kaszkę

To banie rani strasznie, a bania chce taić jasne

Fakty przyciemniać, dziwne kształty, iluzje, naprawdę

To gówno prawda, ale chuj zna prawdę

Każdy ma swoje demony, które krzyczą do ciebie chórem

Ujawniają się kiedy niepewność bierze górę, to dziwne

[Verse 2: Kisiel]

Robak pod głową, nie karmię go, słowo

Ten skurwiel żyje, bo karmi się sam sobą

Im gorsza depresja tym bardziej zgrywana

To tylko ironia nieśmieszna, przestań

Żyłem w mroku to chwilami jasne

Kiedy śmiech przypominał mi maskę

Z liter układam wzory, przepalają się procesory

Jeszcze skory, piepszę pozory, jestem chory jak drzewo bez kory

Moje dzieciństwo, to pewnie przez to

Hej terapeuto, wniknij w moje jestestwo

Najgorsze było to, że widziałem to w innych także

Czułem się winny zawsze, teraz już na to nie patrzę

Leczę dźwiękami, niech mrok je rozświeci

Ludzie z lękami to tylko smutni profeci

Mylisz się myśląc "będzie na koniec puenta"

Bo poznasz ją patrząc na drugą stronę srebra


[Cuts: Dj Gugatch]