Bóstwo

By ReTo

On DAMN.

Released on June 12, 2016

14K Views

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Ej, trzymam się za głowę, zdejmuję ją z ramion

Boże, wybacz, że nie powiem, że dziękuję, nie mam za co

Kłęby dymu chłonę, a mój członek lubi penetrację

Jest wegetarianinem, bo chce brzoskwinię na kolację, oh

Żyję pośród zombie, większość otoczenia w głowie

Wciąż nic nie ma, nie ma przez to nic do powiedzenia

Wszyscy lubią posty, na twarzach noszą książki jak maski

Za to żaden głodny nie chodzi, przecież karmią ich lajki (What?)

Na nogach najki, na głowach czapki, na stołach kreski

Wsadź im pod język i żyletki

Bo te typy, powiedzmy, to nie typy zwycięzcy

Jak Hobbity są krępi, jak są creepy, to niezbyt

Ja ostrzę rogi, pucuję kopyta

Krzyczą: "Boże, w nogi"

Weź nie budź Boga, bo już mi tam zasypia

Diabłowi śpiewam kołysankę, ponad podziałami

Zaśnie ze sztyletem w gardle, że aż się ze wstydu spali, oh


[Refren]

Wznoszę ręce nad czoła, w geście zwycięzcy

Trzymam nogi anioła, trzęsę, by zmiękły

Spadła mi aureola, nie chcę być święty

A pragnę tych pogan zesłać na wieczny bezkres klęski

Czuję, że to już pora, by skończyć męki

Ja nie uginam kolan, bojąc się śmierci

W głowie noszę znamiona, niby śmiertelny

Oszukam Charona, robiąc to pozostanę wieczny


[Zwrotka 2]

Przeklinam siebie, nienawidzę słabych

Nie działam zgodnie z sumieniem, żeby się nie zabić

Moje usta powodują, że brakuje mi powodów do dumy

Wewnętrzna pustka, nic dodać, nic ująć, od dołu do góry

Od lewej do prawej, od prawej do lewej, ten sam pejzaż

Te cienie na ścianie, od prawie do piekieł, bez zmian nie ćpam

I znam to na pamięć, jak chlanie, bo się nie zapomina

Że bardzo ta rana na ranie zostaje, a nie znika, oh

Wysoki Sądzie, nie mam nic na swą obronę

Mam tak wielkie prącie, muszę jebać tą grę

Nic nie zrobię z tym

Z wyrokiem, że mam zamknąć pysk, raczej nie zgodzę się

Wyjdę, a za mną trzasną drzwi

Na klamce wieszam klozet, bang

Czasem mam gorsze dni, jak każdy, jak każdy, ja nie

I tak lepsze niż dobre tych, co grać by lajk chcą lecz

Nie bardzo hajsy chcą wpaść w ich puste kieszenie

Puste jak czaszki, co brak ich, choć garstki, cud, że wiele, damn

Nie ma tam, bo jak ta scena gra

Pragnąc do nieba bram dotrzeć, to żenada

Myśli, że się nada, być kimś to nie ma tak

Wszystkich potrzeba, dar, bo chcę, a nie ma jak, oh

Spoglądam w lustro: "Proszę, mój Panie, dodaj mi sił"

Skazany na bóstwo, proszę: "Mój Panie, dodaj sił"

Nie cierpię na próżno, nie powiem, by ten kto dał nic

Od Ciebie miałby dostać w mig, to o co walczę, zobacz, dni

Ile już?


[Refren]

Wznoszę ręce nad czoła, w geście zwycięzcy

Trzymam nogi anioła, trzęsę, by zmiękły

Spadła mi aureola, nie chcę być święty

A pragnę tych pogan zesłać na wieczny bezkres klęski

Czuję, że to już pora, by skończyć męki

Ja nie uginam kolan, bojąc się śmierci

W głowie noszę znamiona, niby śmiertelny

Oszukam Charona, robiąc to pozostanę wieczny


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]