Released on March 5, 2010

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Nie wiem, od czego zacząć ale muszę

Przestać ślęczeć nad pustym arkuszem

O małą relacje się pokuszę

Mych konwersacji z Morfeuszem

Który to plecie jak wianuszek

Ten przyczynowo skutkowy łańcuszek

Generujący lęk jak katusze

Istne katusze obrane z łusek

Wróćmy jednak do meritum

Niestety nic godnego zachwytu

Tak jak nie nawrócisz sodomitów

Tak nie przechytrzysz jego sprytu

Nie on trwa skąpany purpurą

Na swą obronę mam tylko pióro

Nieznane skrupułom rzuca urok

Że miłości strach czuje pod skórą


[Refren]

Mroczny pasażer ze mną jedzie

Siedzi obok, choć tyle pustych siedzeń

Obsesyjnie jak upiór w operze

Jeśli nie widzisz spróbuj spojrzeć szerzej

Mroczny pasażer ze mną jedzie

Siedzi obok, choć tyle pustych siedzeń

Zagubiony jak słowa w eterze

Jeśli nie widzisz spróbuj spojrzeć szerzej


[Zwrotka 2]

Ciągnie się ta podróż w nieznane

Wraz z tym nierozłącznym kompanem

Wirują słowa niewypowiedziane

A uznane za zaakceptowane

Prosty manewr tak wiele załatwia

Natręctwa wtłoczone w galimatias

Zamknięte szczelnie jak w Alcatraz

Myśli uwalnia psychoterapia

Żyjący w matni spraw prywatnych

Pod okupacją antypatii

W kierunku do spraw ludziom bratnich

Choć nie koniecznie dodatnich; Matrix

Strach swym odbytem sra przed niebytem

Co lite staje się mitem

Momento woła Memento Mori

A nie Never Ending Story, sorry


[Refren]

Mroczny pasażer ze mną jedzie

Siedzi obok, choć tyle pustych siedzeń

Obsesyjnie jak upiór w operze

Jeśli nie widzisz spróbuj spojrzeć szerzej

Mroczny pasażer ze mną jedzie

Siedzi obok, choć tyle pustych siedzeń

Zagubiony jak słowa w eterze

Jeśli nie widzisz spróbuj spojrzeć szerzej


[Zwrotka 3]

Tak sobie myślę, że w brud szkód

Wywołuje we mnie ten boski cud

Na nic trud by nakarmić wiedzy głód

Gdyż on zmiótł wszystko, bo mógł

To rozmnaża kwestie z pytajnikiem

Czy jest stwórcą, odtwórcą czy rzeźnikiem?

Zrodzonym przez ludzką psychikę

Chyba dobry temat na polemikę

Siedzę a on siedzenie obok

W rytm mego serca buja głową

Przeraża mnie jak za dziecka bobok

I zwyczajową reakcją łańcuchową

Istota zamienia się w popiół

Który okrywa wszystko wokół

Ukrywa każdy szkopuł następnie

Jak widoczność po zmroku znika z widoku


[Outro]

Mroczny pasażer ze mną jechał

Teraz pusto, nie ma nic, nawet echa

Niebezpieczny jak pierwsza ściecha

Jakby nie patrzeć mi się to uśmiecha

Mroczny pasażer ze mną jechał

Teraz pusto, nie ma nic, nawet echa

Niebezpieczny jak pierwsza ściecha

Jakby nie patrzeć mi się to uśmiecha