Voodoo Remix

By Quebonafide

On Erotyka

Released on March 26, 2015

34K Views

Thumbnail

[Intro]

Frère Jacques, Frère Jacques

Okej, typ maniakalno-depresyjny

Perfekcyjna niedoskonałość

Matheo, Q do U do E


[Refren]

Wszystko się zmienia, okulary za trzy kafle, zegarek za dziesięć

A moralnie wymieniam się na kręgosłup z Pezetem w moim innym świecie

Wszystko się zmienia, okulary za trzy kafle, zegarek za dziesięć

A moralnie wymieniam się na kręgosłup z Pezetem w moim innym świecie


[Zwrotka 1: Quebonafide]

Niby, że robię to już tylko z nudów

Rzucam oplutego majka na zakurzony statyw

W jednym z obskurnych klubów

Wysłużony imperatyw, cokolwiek to znaczy

Mam w tym ducha, druha, ideę, bunt, walkę

Dopiero potem pieniądz

Poznasz mnie po ciuchach, ruchach

Jak na PS Move. Stalker - mam korzenie pod ziemią

Tu gdzie sukces ma wiele imion

Czasem mu powiem na "ty" przez zapomnienie; wóda

W imię czego znowu pęka ten Smirnoff

Chyba pora na przedstawienie; Kuba

Crossing over, nowe stillo, robię to, poza tym hołduję zmianom

Chcą mi wchodzić z butami w moje

Tylko teraz Valentino i Ferragamo

Pierdolę modę, nagrywam wave za wavem, co się ze mną stało?

W szafie nie mam miejsca na więcej i nie wiem

Bez zarzucenia mam na bani to samo parano

Jak stąd do Las Vegas, Queba, never ever, na zawsze jebać loga

Kenzo, Hackett, Owens, Jacobs, Calvin Klein, Vero Moda

Leve leve loff, leve leve loff, siedzę i się śmieję w głos jak opętany

Choćby nie wiem co, zabierz mnie stąd

Chyba już czas na zmiany, chyba nie czas na zmiany

Rozbieramy ten syf na części

A prawda jest naga, nie piję, więc polej mi

Tak się składa, że to znowu bragga, nadal wygrywanie życia, więc pozwól już polec mi, dziś

Się czuję jakbym już zrobił wszystko

Dlatego teraz mam ochotę na nic

Przyzywam te wersy jak duchy, odkąd doszły mnie słuchy

Że ludzie są po drugiej stronie drzwi

W zalewie tego syfu się czuję jak pojeb

W zalewie tego syfu się czuję jak Noe

Ale nigdy nie będę niczyim poddanym

Poddany tej presji, a składam jak zawsze

Pomacham Ci z Eski, a latam po Maxie

Oddany bez reszty, znasz mnie

Pozdrawiam ekspedientki w Żabce

Gdzie środowisko to za ciężki crashtest

Mam gadkę, co wyrzuca za Tawarę

Za Tawarę - taka jest tłusta

Jedyna Twoja szansa na pojechanie po mnie, to zawitanie do Lubska


[Zwrotka 2: VNM]

(V) Voodoo, wygrałem dokładnie dekadę temu na demo temat

Kiedy rozjebałem kraj 3 lata mniej miałem wtedy niż Quebo teraz

Nie kumasz ocb, to google it, faza, bo jeszcze dekada przede mną

Wiem, mówiłem to 2 lata temu, co z tego - mam 8 lat nadal, nie pierdol

Parę lat i będę świętą krową, w sumie żadna nowinka

Będę wyskakiwał z lodówy jeszcze więcej kolo, jak Kuba po walentynkach

Teraz robimy remix, damn it, weny nie potrzebujemy, Michał - to nie do ciebie

Kojarz moje linie z luksusem, jak w PRL-u Baltonę i Pewex

I frontmanem jestem, przy mnie idą na bok jak didaskalia

To jest voodoo, ale ja nie będę twoją laleczką, hashtag; Przybysz Natalia

Za to ty dostaniesz igłę za twoje rapy do makulatury

Jedną, ósmą, setną i już wyglądasz jak manual do akupunktury

Raperzy giną co dzień - jasna sprawa, głupcy szukają tylko sprawcy nadal

Dupy chcą się wiązać jak kokardy i tworzyć jedność jak Wars i Sawa

I a propos tego - po koncercie hejterka brać chciała do buzi mnie

Była tak najebana, że nie trafiła, dostała loda pod oko jak Gucci Mane


[Zwrotka 3: Guzior]

Wyglądam jak Pinhead, szpilek już tyle, że znikłem, co za papka, ale przetworzę to pod siebie

I wpierdolę sobie na luzie, najdłuższe linijki są jak podróże hen - i niby kto tu moje flow podjebie?

Tripy w nieznane już pozarzucane, kiedy ja zmądrzeje?

Nie powiem, ziom, bo nie wiem

Po nitce do kłębka i dobrze jest mi z tym dystansem do swojej osoby, ale jakoś nie mogę dojść do siebie

To, co na mnie wpływa, to falami o kryształy mi się te zdrowie rozpieprza

Jedziem sobie z lamusami precyzyjnie i niebezszelestnie, na bitach jestem piratem, bo się przy stopie rozpędzam

Jak wpadamy, no to który to już level, że jak w masło w każdą przeszkodę to wjeżdża

Lecim przed siebie jak światło i nie sposób nas zatrzymać, ja jestem adrenaliną, weź sobie do serca

Kwestia dobrego smaku, chociaż nikt nie jest w stanie mnie wjebać w sumie, więc jak na razie nie zaszkodzi wam chyba

Rozjebuję maszynowo, masz tu nową zwrotę w moment, co jest ziomek? O! Znowu Quebo mnie zaprosił na hita

To za wiele wątków i odkąd to norma czy rutyna jest, to kupy się nie trzyma albo ty nie chwytasz

Troche więcej niż do ryma, ale kogo to obchodzi, czy to w końcu odpowiada im? Lepiej nie pytaj


[Zwrotka 4: Kuban]

Wybuchowy remix, choć nie Kalwi i Remi

Wóda, remix, browar, gin, Kuban w Queby nogach śpi

Przepiłem tantiemy, spod klatki do elit

U nas reżim skonał dziś, muza, niebyt, ona, my

Rzadko bywam już czysty, mam co dymać jak Meek Mill

Ten trans nad wyraz intymny, a strach to wina mych bliskich

Śpię, to w głowie mam piski, choć sen to omen, daj brzytwy

Pierdolony rap striptiz, obnażony jak Fifty

Ale co? Ale gdzie? Ale jak?

Walę ją byle gdzie i na wznak

A mój dom to Hotel HMK, jaki props? Jaki hejt taki rap?

Mój rozwój - akceleracja, stój w proszku lub siadaj na laurach

Na majkach w chuj chłopców piszczy jak lalka

Rodzina Soprano użyczy bassu w tej grze

Wcześniej podrzuciłem coco, naokoło jest tyle lal, rap

Najebane groupies są już nago po koncercie, sextape

To jedyny dowód, że miały za mało lat, fuck


[Outro: Quebonafide]

No i magia

Właśnie tak się wskrzesza zajawkę