Arabska noc

By Quebonafide

On Egzotyka

Released on May 9, 2017

80K Views

Thumbnail

[Zwrotka 1: Solar]

W takich miejscach do niedawna bywałem tylko na Google Maps

Nie słychać tam jak przy Ramadanie na Suku milknie gwar

Casablanca, Marrakesz, hajs rządzi, jak nie patrzy Szariat

To Maroko, handluj z tym, my już ogarniamy Rabat

Ping pong show, wata cukrowa czy zaklinacz węży

Jedna liga, kobra zasyczy, gdy kieszeń zabrzęczy

Wszystko jedno: All Inclusive czy backpackersi

W pogoni za nietkniętym i tak natrafisz na festyn

Wziąłem na zmianę bokserki i światopogląd

Zainfekowany strachem do nich, chcę sam to dotknąć

Brudny palec Zachodu długo tu mieszał

Problem zamiatano pod dywan, aż w końcu odleciał

Skutki dziś nikogo już nie dziwią jak kozy na drzewach

Na północ, na południe się granica zaciera

My mkniemy przez żar pustyni jak Beduini

Czytam książki od tyłu, by być krok przed wszystkimi!


[Refren: Wac Toja]

Z nieba leje się żar, pod stopami mam piach

Idziemy przed siebie tam, gdzie rzuci nas wiatr

Na Medinie nasz zwiad, przez pustynię nasz skład

Siadaj mordo na garb, jest obcy nam strach

Z nieba leje się żar, pod stopami mam piach

Idziemy przed siebie tam, gdzie rzuci nas wiatr

Na Medinie nasz zwiad, przez pustynię nasz skład

Siadaj mordo na garb, jest obcy nam strach

To Arabska noc!


[Zwrotka 2: Wac Toja]

Backpacker. Nie czekam, jadę w trasę

Pakuję plecak i wymieniam kasę. Tymczasem

1000 spraw przeleci obok, a ja w chmurach głową

Mam przesiadkę na samolot. Lecę wzorowo

W krajach muzułmańskich łapię spod burki oczko panny

Nie odpuszczam jej, odpuszczam i mówię zatańczmy

Cień mi dają palmy, a ja rozświetlam go sobą

Hakuna matata śpiewam. Zostań moją żoną

Ktoś mi mówi Allah Akbar, a ja Alleluja

Ale koło chuja, mi nie lata ich cała kultura

Przyleciałem się najarać haka, ale nie zamulać

Faza, faza. Dzień świstaka, to to moje życie w chmurach

Upał. Weź się upal jeszcze trochę

Gruda. Kruszę, kręcę. Jak to kopie

Słuchaj. Taki rap mam w tej Europie

Skumaj. Szukam tego, co nowe


[Refren: Wac Toja]

Z nieba leje się żar, pod stopami mam piach

Idziemy przed siebie tam, gdzie rzuci nas wiatr

Na Medinie nasz zwiad, przez pustynię nasz skład

Siadaj mordo na garb, jest obcy nam strach

Z nieba leje się żar, pod stopami mam piach

Idziemy przed siebie tam, gdzie rzuci nas wiatr

Na Medinie nasz zwiad, przez pustynię nasz skład

Siadaj mordo na garb, jest obcy nam strach

To Arabska noc!


[Zwrotka 3: Quebonafide]

Nie palę jointów, odkąd braciak poszedł za to gibać

Po prostu lubię sobie pokasływać

Jestem ujebany strasznie, nie ma co ukrywać

Marokańskim kifem, shitem, rifem, mała to nie Liban

Mam grubą czekoladę, w uncjach my friend

Chociaż mój diler to nie Umpa-Lumpas, my friend

Nie przyleciałem tutaj szukać kumpla, my friend

Wychodzę z siebie, ale wszystko gra, skurwielu, co to blend?

Wszystko się jara jak zachodnia Sahara, ja

Nie wierzę w prawdę, bo prawda to fama, ja

Nie wierzę w prawdę, to fatamorgana

Jak mam wierzyć, zaraz, nawet Casablancę kręcili w Stanach (Co?!)

A Yung Lean Kyoto w Amsterdamie (Woo!)

Skurwielu powiedz po co kłamiesz

Śmigam spalony dziś po wąskich uliczkach

I mam zdrowy dystans, nie każdy arab to terrorys- (kaszel)


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]