Released on 2005

Thumbnail

[Zwrotka 1: Jinx]

Jeszcze pamiętam, jak trzymał mocno cały rewir

Był dość spokojny czasem, nawet z myślami się nie bił

Kiedyś staliśmy, a on powiedział, że życie to laid-back

Trochę słabo słyszałem, bo wiesz, w tle głośno leciał fejkles

Miał semtex, no i hurtowo cisnął haszysz

Pamiętam, jak mówił: "Wiesz, ty tak nie potrafisz"

Za ojca kadyszm, on miał do wykonania misję

Zemsta bywa słodka, wspominał, oczywiście

Długie rozmowy z matką i spotkania pod blokiem

Potem jeździł Lexusem i miał dwa sześć dwa zera Nokię

Są wyższe stopnie wtajemniczenia mafii

Posiadał jeden z nich, wiesz, dużo potrafił

Opłacał kompakty, szczyty na polskich top listach

Lubił nocne kluby i do ulicy miał dystans

To czysty freestyle, kochał transportowe szlaki

Dworzec Warszawa-Centrum; tam się najwięcej płaci

Chciał być kadafi i jak Montana nosił bliznę

Przecież niczego się nie bał, dobrze opłacał policję

Raz mu nawet grożono, bo za dużo w mieście mówił

Gruba lista kontaktów; w niej za często się gubił

Ostatnio trochę gadaliśmy. Miał do mnie jakiś biznes

Wybrał nawet spoko lokal, dosyć chłodny pilsner

Mówił mi , że go śledzą. Że próbują zabić

Kilka strzałów z magnum, ciało zaczęło krwawić

Łatwo żył, szybko zginął

Czasem ktoś wspomniał o nim

Umierał długo, ale wciąż z dłonią na broni


[Zwrotka 2: Małpa]

Razem z ulicą oddychał na peryferiach miasta

Wiedział, co to piekło, w epicentrum dorastał

Miał rodzinę, miał matkę. W okolicy uchodziła za wariatkę

Po detoksie ćpała tylko ukradkiem

Oddawała swoje ciało, twierdziła, że ma powód

Za młodu zaszła w ciążę na tyłach samochodu

Miał ojca - osiedla król. Od młodzieńczych lat uczył chłopaka, co to ból

Ten wbrew sobie zgłębiał tajniki

W końcu uwierzył, że jest nikim. Miał 12 lat, popadł w narkotyki. Widział jak kumple kradną, jako 15-latek zajebał pierwsze radio

Trafił na stadion. Chciał nowych ludzi poznać, przeszedł na wyższy level

Zaczął haracze ściągać, nie był wolnym strzelcem

Za namową kumpla wstąpił do grupy przestępczej

Chorował na serce

Pewnej nocy nie mógł zasnąć; wyszedł na miasto, spacerował

A gdy zrobiło się jasno do domu wracał

Szedł obok katedry, często tam bywał; siadał, nabijał się z biednych

Tym razem jednak, gdy wybuchnął śmiechem, dzwony zabrzmiały, On zrozumiał; już nie był człowiekiem

Wszystko się zmieniło, bardzo się postarzał

Mimo zaleceń lekarza, ćpać nie przestawał

Miał 30 lat. Dostał zawał. Wyszedł z tego, kondycję stracił, był niepotrzebny

Pożegnał się z kasą, pożegnał się z domem

Wiesz, co było dalej? Skończył pod kościołem