Released on November 15, 2015

Thumbnail

[Verse 1: Profeat]

Zanurzam w czerni kolejny akapit

Ironizuję tak często jakbym se włączył negatyw

Lubie ciężką stopę, wiesz, pierdolę mandaty

Cięty język, jak prorok kiedy trafił za kraty

Mam żyletki ostre w każdym zdaniu

Czekam aż się potkniesz albo wpierdolisz z gadką

Zrobię Ci uśmiech Chelsea, jakbym był Green Street Hoolsem

Lubisz ciętą ripostę? Skurwysynu mam to

Skurwysynu gram w to z całą bandą świrów

Zalewamy miasto w pełni to przypływ stylu

Żyjemy częściej nocą - wysyp bladych ryjów

Ale jak przejmujemy mikrofon widzisz tłum bladych ryjów

To Palewave synu - nowa marka w tej grze

Niezależnie tworzymy nowy nurt jak Pearl Jam

W czasach, gdy raperzy stają na rzęsach, by mieć metkę

Ja mam bekę, zamykam nowy materiał w bletkę

Odpal to, podaj dalej w obieg po trzech

Jeden raz nie wystarczy, żeby weszło Ci w krew

Uważaj możesz się sparzyć - flow gorące jak piec

Wciąż napierdalam kawałki chociaż mam słabość do drzew

Ty weź głęboki wdech, wiesz?

Znów się unosisz to weź zejdź

Stój i pokaż jak to robisz, jak wiesz jak się nosić

Wiedz, że teraz twoje ubranie jest zbędne


[Verse 2: Profeat]

Ten Profeat coś pieprzy ostatnio.. No... Nie wychodzę z kuchni

Dowiedz się lepiej co z twoją panną łajzo, wciąż szuka wymówki

Wczoraj bolała ją głowa - no hardkor - i coś tam, że gotować obiad już musi

Wiesz nie jestem wybredny za bardzo, ale akurat mnie naszło na sushi

Znowu się krztusisz, tak dobre kawałki, że żadnego nie chcesz odpuścić

Myślisz, że dojdziesz gdzie jestem? Głupi

Nie po to podniosłem poprzeczkę, by teraz opuścić

Pije wódeczkę i obmyślam ruchy

Kminie tu więcej niż mogłeś przypuścić

Naciskam enter i odsyłam suki, bo lecę po więcej niż casual booking

Filozof jest z dupy to kieruj nie do mnie

Masz swoją korbę to kręć ją spokojnie

Mogę wybuchnąć, gdy mi męczysz torbę

Jak pechowy żołnierz tu jestem na bombie

Ale stoję pewnie, przerobiłem więcej tematu niż szkoły średnie

Znowu krzyczą: Mayday, chcieli se polatać, muszą spadać, bo to moja przestrzeń

Czas wyciągnąć, jak fiskus, łapy po więcej

Nie czekam na winklu, aż coś los mi ześle

Konsekwentnie wydeptuję swoją ścieżkę od lat

Nie obchodzi mnie gdzie stado ofensywnie podąża

Mam pełne ręce roboty, słysząc moją ksywę skurwysynu musisz wiedzieć o tym

Na szlifowaniu stylu wylałem siódme poty

Nie spocznę szczylu na swojej drodze po profit


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]