Sansara

By PRO8L3M

On Art Brut

Released on September 22, 2014

26K Views

Thumbnail

[Zwrotka 1: Oskar]

Zwizualizuj sobie obrazy, zdjęcia z minionych lat twarzy

Ilu ich było, a ilu ich marzy by inni mogli tu być?

Zwizualizuj jak mali jesteśmy, a o tym zapominamy

I potem przychodzi ta chwila gdy zjawia się żal i wstyd...


[Zwrotka 2: Oskar]

Człowiek zapomina, że życie jest kruche jak podgrzany haszysz

Znikasz, czas kreśli nowy akapit, nic nie znaczysz

Boję się rozmowy, gdy odszedł najtwardszy

Został piach, chcę wierzyć w raj, choć pewnie to wymysł fantazji

Wczoraj ściskałem dłoń, patrzę na SMS-a

Wspólne chwile przelatują płasko, płaski wykres jest serca

To takie przykre... sięgam jak najgłębiej

Reakcje innych są histeryczne

Nie chcę się żalić, ból jest subiektywny

Dla cierpiących bardziej modlitwy, by czas przykrył pudrem blizny

Pamięci nie przykryje nigdy

Zawsze będziesz żył, zawsze będziesz istniał

Zawsze będzie bliska mi obecność najlepszego jakich znam

Dużo pięknych chwil, próbuję nimi ubrać nagi żal

8-0 w nieskończoność, słońce wzejdzie jeszcze

Spali te myśli, które nie chcą spłonąć


[Zwrotka 3: Oskar]

Wzmaga się ból, gdy puszczają pseudolekarstwa

Stres wzmaga się gdy puszczają, bo garstka

Jest w tym dobrego, tylko parskam: „Precz, chcę przetrzeźwieć”

Zmęczony przez przebieg i butle, którą dał ekspedient

Brak specyfiku, który chciałbym łyknąć, wiem bo miałem styczność

Naprawdę to lek jest trucizną

Spójrz w oczy płytkie

Żmija kitra sztylet, gdy dłonie wznosi w modlitwie

A gdy znikniesz zapalą ci latarnię

Brak czasu powiedzieć „jak leci?”, ale na pogrzeb przyjdą solidarnie

Jakby cię to jakkolwiek obchodziło, sam tak robię

Minął mnie już kalejdoskop imion, śmierć drzemie

Jesteśmy tylko myśli zlepkiem

A każdy życiodajny wdech odsłania dla nas ziemię

Radzili mi gdzie szukać, jakby w nieznanym dialekcie

Dziś wiem, nie chciałem słuchać, utopiony we własnym intelekcie