Released on August 23, 2017

Thumbnail

[Zwrotka 1: Fidżi]

Wokoło cierpienie, lecz ty myślisz sobie: "Mnie to nie spotka"

Życie każdego w moment może się zamienić w koszmar

Nikt nie wierzy w cuda, czas zapierdala jak nowy porszak

Na podwórkach bieda, pieniędzy nie ma, mnożą się koszta

Brudna forsa, przez którą w potrzask się wjebał niejeden

Trudno się wydostać, niewidzialna postać wdeptuje w glebę

Psychikę gniecie, życie jak dragi, co mam ci powiedzieć?

Ciągle chłopaku w tym siedzę, w potrzasku ulic po ten dzień

Nie jest tak pięknie, na karku NA, a przyszłość w więzieniach mi wróżą

Czuję się pewnie, choć mam do stracenia naprawdę koleżko dużo

Dedykowane tym ludziom w karnych zakładach, farta na sprawach, wolności życzę

Zawsze wbrew prawa, to od nas dla was, jak macie w sercach ulice

W pułapce systemu, dziś swych bliskich oglądasz na sali widzeń

Życie jest niesprawiedliwe, marzenia, plany spuściło w kibel

Wszystko, co słyszysz, prawdziwe, znam wagę słowa, na ostrzu noża, tak właśnie żyję

Do góry głowa, orientuj chłopak, by w plecy nie trafił cię sztylet


[Zwrotka 2: Profus]

To potrzask, sam się pchasz w to bagno, ludzie tu tkwią i się wydostać pragną

To potrzask, tu źle trafić łatwo, tu każda droga może prowadzić cię na dno

To potrzask, tu są różne przyczyny, jak chęć wzbogacenia, głód, adrenaliny

Niejeden z łowców se odgryza kończyny, gdy odwrocą się w końcu role zwierzyny

Znasz to z własnego osiedla, które mieli ten towar, byleby jakoś tu przetrwać

Bankot lub cała koperta, odkłada się [?] do nowego pudełka

Pchasz to, to rutyna codzienna, przyzwyczajony już do szybkiego tętna

O grubych sztosach krąży tylko legenda, ale sam chce spróbować (sprawa zamknięta)

To potrzask, jak ćpania nawyk, chcesz kredo dostać, to nie ma sprawy

To jak cyrograf raz podpisany z tym diabłem [?] w ciuchach od Prady

Zdążył porwać już tu małolaty, chcą też tak wyglądać i mieć plik sałaty

Skaczą w otchłań własnej zagłady, bo celem jest forsa i nic poza tym


[Zwrotka 3: Solak]

O co tu chodzi, gdy potrzask dusi

Co zakazane najbardziej kusi

Ty się podjąłeś, dokąd iść musisz

Wbijasz przez okno, ofiarę dusisz

To pokolenie, po co je budzić

Co wbija szpony, aby wymusić

Wynaturzenia zmieniają ludzi

Tak jak ten hajs, co kiermany brudzi

Wjeżdża na puchę, rodzina się smuci

Summa summarum, czas się odwrócił

Pamiętaj tylko, [?]

Woda tej stali już nie ostudzi

Bo zahartowały ją męki tych ludzi

Co widzą z oddali jak inni są skuci

Stajesz się marą, gdy potrzask cię budzi

Stajesz się marą, gdy potrzask cię budzi

Potrzask jest wtedy, gdy puszczasz lejce

Łapiesz wykładkę w pierwszej kolejce

O jaki niefart, aż kraja się serce

Tu wszystkim [?] choć byś był [?]

To popsują plany, staniesz się mięsem

Od Dallajlamy zabiorą serce

W potrzasku co drugi zmienia podejście

W potrzasku co drugi zmienia podejście


[Zwrotka 4: Grzechu]

W większości przypadków czutka się sprawdza

No chyba że bliski to ukryty zdrajca

Płynie tak, płynie tak, płynie ta łajba

Większość za burtą, została garstka

Nie żyjesz w potrzasku, nie twoja bajka

Zostaw to w pizdu, a dadzą ci lajka

Każdy tu działa z chęci zarobku

Nie daj się stłamsić coś mówi mi w środku

Płynie w mych żyłach krew naszych przodków

Powstań, maszeruj, znów od początku

Szkolony na bloku, nie przez elity

Gdzie na każdym rogu jakieś ekipy

Uchowa się kilku, a reszta w dyby

Ciężko się wyrwać, jak wciągnęły tryby

Życie w potrzasku, nigdy na niby

Bo jak cię trzasną, zęby nie grzyby

Nie ma co gdybać, dawaj lecimy

Za życia trupem, czy jeszcze żywy


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]