Released on April 11, 2014

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Żyjemy w czasach kiedy plan a nie wypala nigdy

Żyjesz według zasad to powoli się wypalasz inny

Był twój plan działania teraz wpadasz znów z deszczu pod rynnę

Pytasz siebie sama gdzie jest wyjście ewakuacyjne

Kolejny poranek cię wita i pijesz kawę przybita że ten zegarek wciąż tyka

Przy okazji jesz śniadanie i czytasz świeże wydanie swojego ulubionego tygodnika

Potem chwilę patrzysz tępo w ścianę i znikasz, na pożegnanie rzucasz tanie "cześć" mamie i drzwi zamykasz

Szybko odpalasz faje bo tylko to ci zostaje gdy rzeczywistość to bajer, zawiodłaś się na swoim planie

Ciągłe ludzi mijanie, te same twarze i

Myślisz o tym chamie który pewnie w barze dziś

Obraca kolejne panie i wali banie gdy

Próbujesz zagoić ranę poprzez płakanie - wstyd


[Refren x2]

Czyjś plan b może stać się twoim planem a

Nagle odchodzisz w cień i wygasa twoja planeta

Przestajesz gonić cel i dotyka cię kres by

Znowu podnieść się, przywitać kolejny dzień


[Zwrotka 2]

Wstajesz z wyra chociaż kusi cię sen

Zbudziła cię audycja z radia "bla bla fm"

Wczoraj była syta najba, dzisiaj już nie

Zapełniłeś sobie czas, teraz powrócił stres

Zakładasz swoje naje, pierdolisz śniadanie

Nie mówisz siemano mamie, siedzi sama przy kawie

I cicho płacze, syn wraca nad ranem, budzi się z kacem

Przynosi rozczarowanie na powitanie (zawsze)

Cały czas cię wkurwia gdy mówi o studiach

Ty się szlajasz po studiach, żyjesz rapem (raczej)

Chciałbyś w nim coś ugrać, lecz w takich warunkach pozostaje się starać o pracę (o pracę)

Niepoprawni marzyciele kończą w przytułkach, ty masz oparcie w kumplach, dajesz radę

A jedynym lekiem okazuje się wódka, jest tragiczna w skutkach, to twój plan b


[Refren x2]


[Zwrotka 3]

Ja wstaję, witam nowy dzień z uśmiechem na ustach

Może przesadnie dobra mina kryję brzemię i mój świat

Powtarzam mamie, że mam wenę i osiągnę coś tutaj

Czy oszukuje sam siebie, nie wiem i już mnie to wkurwia

Piję kawę jak ty, kontakty w telefonie tasuję jak karty bo stal i wypada ziomek

Tak jak z filiżanki krople, roztelepane dłonie

Biorę swoje kartki, wychodzę

Przechodzę przez park i mijam zapłakaną dziewczynę

Pewnie ją zostawił jakiś facet, chamski na tyle

Że teraz w dymie bezsilnie kryje resztki bólu

I wspomina te chwile co obróciły się w gruz już

Po chwili wpada na mnie chłopak, wypada mu torba pełna kartek

A flaszkę trzyma w poranionych dłoniach

Boję się, że ta osoba trochę do mnie podobna

To odbicie mojej przeszłości lecz się nigdy nie poddam


[Refren x2]