Released on November 5, 2013

Thumbnail

[Refren: PlanBe] (x2)

Stawiam pałac ze swoich snów

Chociaż wszyscy mi mówili że to słaby grunt

Dobrze wiem że się mylili, teraz stoi tu

Posąg niezależnej siły poprzez wstyd i ból


[Zwrotka 1: PlanBe]

Wiesz o co chodzi, nie liczę na podziw

I co mnie obchodzi, kto tutaj dowodzi

Nie szukam wojny lecz niezależności

Choć front nie jest tu jak ocean spokojny

Fale próbują mnie podmyć, narastające sztormy

A kiedy zacznę się topić to wątpię, że w pobliżu będzie ratownik

Wszyscy tak interesowni, nauczyłem się liczyć na siebie

I nie wiem czy zmienię to kiedykolwiek, w głupie wierzenie w intencje dobre

Jestem tylko gnojkiem - usprawiedliwienie na każdą opcje

Mam nadzieje, że z tego wyrosnę i zacznę w końcu wychodzić na proste

I choć nie wierzył już we mnie nikt, próbuje zbudować pałac na skałach

Ale nie chce zrobić tego w 7 dni #dom nie do poznania

Nie robię tego na chama, cały czas, ziomie, się staram

Skrobię te wersy do rana, po to by potem mieć radość z nagrania

Każda cegiełka jest ważna, każdy element, każda elewacja, każde wykończenie

I każda porażka, bo zrobiły ze mnie coś więcej z gówniarza

Wspinam się na własny pałac, po rusztowaniach z życiowych doświadczeń

Przyzwyczajony by spadać, teraz unoszę się ponad ten świat, wiesz?

Przestałem patrzeć za siebie, i bać się

Że brzemię przeszłości uciśnie pod ziemię mnie

Bo przeznaczenie me, to nie podziemie jest

Wole po niebie biec, choć mi powiecie "Nie"

Ale znam się najlepiej, więc jednak oleje wasze pierdolenie

O tym co jest w cenie na scenie, bo zmienię to czy tego chcecie czy nie

Otwieram rapem sklepienie i wyciągam rękę po więcej, bo nie chce żyć w gettcie

Którego tak pilnujecie, bo łatwiej żyć w świecie stworzonym przez siebie, mam racje?

Wiem też, że eden to pojęcie względne

Dlatego swój pałac wzniosę na planecie

Odległej o lata świetlne, od syfu, który tu produkujecie, bang!

[Refren: PlanBe] (x4)