Released on November 10, 2017

Thumbnail

No proszę sobie wyobrazić dobrze sytuację

Jest wieczór, komary i domek nad miastem

Ma pełną rację, kto widzi ludzi garstkę

Nie znam gospodarza, a piwo mam własne

Nikt nie kiwa palcem, by poznać mnie bardziej

Niby kultura, ale oczekiwania płaskie

Kończę flaszkę i zaciągam się dymem

(whoop! whoop!), nie, nie to nie z używek

To na ogniu mięso tańczy i wydaje dźwięki

Efektem szara mgła co zatacza szersze kręgi

Zaraz tam staną chętni i będą się tłoczyć

Wciągam dym po raz drugi – oceniam zdobycz

Zachodzę ją z flanki pod obstrzałem spojrzeń

Wpadam na pana co ma mniemanie gorsze

O mnie, o moim życiu i o mych wyborach

Niby dzieli nas pół metra, a odległość spora

(boom) nie od wczoraj toczymy bitwę

On we mnie ja w nim zmieściłbym brzytwę

Stoimy tu i teraz naprzeciw jak w westernie

Pojedynek na spojrzenia, kto zrobi to bezczelniej

Wita mnie skinieniem, uśmiecha się się jak zombie

Zęby są na pokaz, bo chętnie by je zatopił

Wyciąga rękę lecz wiem - wolałby nogę

Tak na ziemi niczyjej podpisujemy rozejm

Podaję swoją, czasu nie da się zawracać

Teraz nawet moje palce mają moralnego kaca

Ironia losu czasem tak do mnie mierzy

Jedyny mój tu znajomy to moje nemezis

Dlaczegóż by nie? znowu zerkam w stronę rusztu

Może wspólne milczenie będzie na wagę kruszcu

Wdech i wydech, potem policz do dwustu

Cisza przerywana kapaniem tłuszczu

Grubo! zegar w głowie niczym bomba tyka

Detektory dymu są już w chmurze prosto znad szaszłyka

Czekamy na sygnał by odpalić stek wyzwisk

Już paruje łeb, dajcie zimny prysznic!

Robią mi się odpyski – takie na sumieniu bruzdy

Odpyski zalegają jak setki fałd tłustych

Wciągam dym po raz szósmy i dumę chowam

Odpyski zaczynają zdzierać nawet skórę z kolan

Odpyski mi się robią od nieużytych słów

Odpyski od myśli, które zwykle kopią grób

Nie mogę znieść tej ciszy, wymuszonego taktu

Więc mówię w myślach do świńskiego karku

Grilluj się kurwa, grilluj

Zjemy i pójdziemy w mrok