Released on February 18, 2020

Thumbnail

[Intro]

Ej... Ej... Ej... Poczekaj... Poczekaj

Kiedy rozkładam swój teleskop... Na dachu...

Tyle istnień... Na wyciągnięcie noża... Tak blisko...

Pyrex...!


[Zwrotka 1]

Powierzchowność to tylko fragment sumy, maska

Pod naskórkiem ciemność

Po ponurej stronie życia z larwy transformacja

Trzeźwy nie dotykaj tego

Farba drukarska, czarniejsza niż czerń

Zapisuje dziś doczesność, amen

Jego duszy atrament

Przelewa się na ciebie, toniesz pod tym ciężarem

Wkrada się przez okna, zagląda w cudze życie

W lunecie ciała krążą przed nim po orbicie

Patrzy na bezbronne, senne osiedle

Już nie tak niedostępne, zimne i obojętne

Wygląda jak robota sekty, psy gubią trop, od lat zwodzi śledczych

Nie podnosi głosu, podnosi nogę, pogarda, rzeźnik w mięsnym

Palnik, acetylen i dobry gry plan, przechodzi do rzeczy, nie zwleka

Już jako dziecko nie bał się krwi, to tylko sok z drugiego człowieka

Lęk gra na kręgosłupie, jak na wiolonczeli strunie

Dekorator wnętrzności, mroku maruder

Ciało ćwiartuje, wrzuca do zsypu

Innym razem ran de vous w małym bagażniku


[Refren]

Z dachu przygląda się temu światu

Widzi tylko zwoje sinych flaków

Rynek emocjonalnego krachu

Słabych, nieudanych startupów

Jego świat w dziwnych jest przebarwieniach

Myśli czarne, czarne jak kreda

Tu uległa zawsze ulega

Mój słodki Jezu… Śmierć - kromka chleba


[Zwrotka 2]

Jej martwe oczy patrzą na starty, lądowania

Pole, krzaki, dzielnica Okęcie

Siekierą rozrąbany, szalony uśmiech

Stołowym, tępym nożem gardło poderżnięte

Okrycie ze zwierząt łez - gronostaj

Jak szmata zwinięty w kostkach

W teatralnej pozie, bólem i cierpieniem

Wygięta, przerysowana postać

Wytrzymała z nim tylko dwie noce

A pragnął dać jej dożywocie

Wgryzł się w jej piersi, wypluł sutki

Zatłukł, tak jak małe dzieci zabijają mrówki

Jego bóg jest bardzo okrutny, mój Bóg jest bardzo okrutny

Wrzątek z czajnika, padła jej psycha, ubaw po pachy, precz smutki

Wszedł w nią nożem, jak kochanek ogier

Jechał od dołu, w górę, autostopem

W jego twarzy dwie czarne dziury

W radiu "Skóra lgnie do skóry"

Rżnął jej tajemnicę suchą, spowiadając się na martwe ucho

Jego chwiejna materia, koncepcje chore, nigdy nie był amatorem


[Refren]

Z dachu przygląda się temu światu

Widzi tylko zwoje sinych flaków

Rynek emocjonalnego krachu

Słabych, nieudanych startupów

Jego świat w dziwnych jest przebarwieniach

Myśli czarne, czarne jak kreda

Tu uległa zawsze ulega

Mój słodki Jezu… Śmierć - kromka chleba


[Zwrotka 3]

Kiedy przykrywa go czarna fala

Jest tylko narzędziem w rękach Pana

Tańczą cienie na ścianach

Życie wycofuje się oddechem z ciała

Kiedyś skryty, dziś głodny, płynie w nim zło, grzech i krew drapieżnika

Zamyka oczy, przełyka, idzie całą szerokością ulic chodnika


[Refren]

Z dachu przygląda się temu światu

Widzi tylko zwoje sinych flaków

Rynek emocjonalnego krachu

Słabych, nieudanych startupów

Jego świat w dziwnych jest przebarwieniach

Myśli czarne, czarne jak kreda

Tu uległa zawsze ulega

Mój słodki Jezu… Śmierć - kromka chleba