[Zwrotka 1]
Syf gnije w naszym DNA od dawien dawna
Więc nie pytaj jak można się z tych bagien zabrać
Zadra pod skórą - nasz wspólny mianownik
Każe układać nam te nokturny dla podłych
Od drzwi do drzwi snuje się natłok spraw
Prędzej, czy później wróci jak płatność rat
Okradną Cię z szans, na strzępy podrą wizję
Chcesz podjąć rękawicę? Czy może podjąć decyzję?
Istnienie jak minstrel, splata śmiech z powagą
Szkoda, że często myli też ściek z odwagą!
Nagość to nie brak ubrań przy wietrze północnym
Nagość to jest trauma, co Cię obedrze z emocji
Brak wyroczni delfickich - zżarł je czas bezwzględny
Choroby zagrały z nami w "Last man standing"
Gdy nerwy ten szum zaczną zanadto przyswajać
Zerwij połączenie - bądź klatką Faradaya (Nara!)
[Refren x2]
Wiążą w splot, dłonie nam (dłonie nam!)
Głosy widm, pełne traum (pełne traum!)
Mnożąc wciąż w głowie chłam (w głowie chłam!)
I liczbę odniеsionych ran (ran!)
[Zwrotka 2]
Kilka drobnych osiągnięć spada miękko na poduszkę
Garść zwykłych potknięć, bywa męką niesłusznie
Tęskniąc za łóżkiem, brakiеm gorzkich żali
Twe sukcesy na Insta - dławią proszki na dualizm
Nasze znajome mary wystawią konfuzji spektakl
Praca, rachunki w rękach - iluzji spektra
Jak spętać trupy z szaf, udające śmiech nawet
To coś nie schodzi im z jap, jak "Face hugger"
Stres w stadzie studzi zapał jak ciekły azot
Ty się szarp na uwięzi jak wściekły Azor
Włażą w życie z butami nam, bez słowa "wybacz"
Chcą byś siebie wykuwał w ogniu cudzych oczekiwań
Niektórzy przez to wpadli w narko lub alko-rytm
Jakby własnym demonom ukradli tu algorytm
Z tego niełatwo wyjść, a jedno z wyjść w sumie
To zerwać nić porozumień z własnym rozumiem (Nigdy!)
[Refren x2]
Wiążą w splot, dłonie nam (dłonie nam!)
Głosy widm, pełne traum (pełne traum!)
Mnożąc wciąż w głowie chłam (w głowie chłam!)
I liczbę odniesionych ran (ran!)