[Zwrotka 1]
Moja optyka nie zna granic (nie!) bo nie istnieje
Są barwy nosze w krtani, nie będę niemym celem
Ucieleśnieniem szeptu, reguluje ostrość widzenia
Nie przepraszam intelektu za to, że mnie poniosło nie raz
Samotność zaciera kształty (co?), czy to palet przemian? (co?)
Obcych pośród Terran tuli Tulipany, ta ziemia
W odcieniach czerni i bieli chcą mnie na szarym końcu
Sami pod stalowym niebem mogliby coś ustalić w końcu
To monstrum syci się gamą wyborów i leków od lat
Gram w jednej tonacji kolorów (jakiej?) Achromatopsja
Ile odmian nas samych? (policz!) Kompas każe zawracać
Ja podaje Ci tylko kontrast - powiedz czy to już antropografia?
Dzień uczy trafiać w antracyt, a trzeba pędzić gdzieś
Noce pod taflą jeziora, wciąż ten sam łabędzi śpiew
Jej stęki żywicieli (nigdy!) macierzy utopić pozory (nigdy!)
Potem zwrócę Wam do talerzy ten cały pieprzony koloryt (wrr!)
[Refren - Piecol & Sample]
Mogę wszystko Ci dać, wszystko czego Ci brak
(Wszystko) Jeśli tak, to proszę zwróć...
Mogę wszystko Ci dać, wszystko czego Ci brak
Błagam zwróć... to nasycenie barw
[Zwrotka 2]
Nieustannie gram czarnymi, bezwiednie przegrywam partię
Ktoś poza mną zna wynik?- rozgrywkę przerywa nagle
Chyba na tle nerwowym, wypadam tu całkiem nieźle
A tęczówka chłonie grafit, zupełnie przypadkiem we śnie
Jest wcześnie, lecz znieś te godziny zamknięte w spalinach
Farbowaną przestrzeń leniwie rozpuszcza terpentyna
Zatrzymać się, zacząć żyć, nie gonić za kimś od tak
Czy lepiej wziąć igłę i nić i zaszyć się w ciemnościach?
Zanim postać z koszmarów pozna puste korytarze
Niech płynie choćby wpław, przez suche koryta rzek
Ogarnij się drwi obcy głos, zdefiniuj odbicie w lustrze
Nie odróżniam wczoraj od dziś, a mam znaleźć odbicie w jutrze?
Na co raz krótszej smyczy trzymam tu jeszcze żal
Chyba tylko w świetle zniczy dostrzegam ten bezkres barw
Czy to wszystko to żart?, że nie możemy przestać gasnąć?
Oddychamy cyfrowym echem, którego nie obsłuży diaskop