Michał

By Penx

On Michał LP

Released on February 6, 2018

5K Views

Thumbnail

[Zwrotka]

Joł, ogarnij, bo wchodzę, co zacznie się zaraz

Ogarniasz - to prawda, nie da wam zapomnieć

Nie, nie, nie, się przed wami otworzę

Tak, że zaczniecie utrwalać anatomię

Ciężko mam na głowie, walka z ogniem

Jak walka z czasem, zapytasz, gdzie mi się pali

To nie trafia do mnie, wracam sobie z piekieł dać wam

Ogień - to priorytet, przecież mnie diabli nadali

To dobrze poryte, się nie zatrzymam za nic

Wjeżdża pojeb, weź mnie, może, zapnij pasami

Za przykład brany być nie chcę

Mam szramy na bani jak każdy w tym mieście

I gdyby nie rap, byłbym śmieciem

Co? Póki co, nie koszę jakieś pęgi za to

W tarczę już celować mi się nie chcę

Choć fajne są punche, w powietrze, co tlen zabierają

Mówią mi - "nie mów o pieniądzach, OK"

Nie będę mówił o pieniądzach, OK

Ty też mi nie mów o pieniądzach, OK

Jak będę od Ciebie tu coś chciał, OK

Zamknij kurwa ryj już, bo nie mogę znieść Cię

Leżałem w parterze, typie, gdzie były pomocne ręce?

Odliczałeś mi minuty tylko

No bo chyba nie wiedziałeś, że osiągnę więcej

Więcej, niż powroty pierwszym dziennym z vixy

A wraz z nimi z wódy, kurwa, ciągłe nocne zejście

Wiem, że pewnie nie wiesz jeszcze, o tym, o kim tekst jest

Ale zrozum, właśnie sobie strzelam sobie w serce

Ciągle pędzę, jebać schemat, jointy, kłamstwa

Weź ogarnij, taka faza, bo nie kręcę

No niezręcznie się poczułeś, to przypał, tak bywa

No bo nadal nie wiesz, co jest pięć

Pierwsza runda w walce dla Michała - wygrana

Zrozum, no bo to jest, starcie moje z Penxem

Co? Co, Rudy śmieciu? No, kurwa, jaki jesteś?

Zły, wkurwiony, coraz gorszy dla najbliższych. Jaki jeszcze?

Otwieram głowę Ci w końcu

Chcę wiedzieć, co masz na myśli

Michał obiera dziś drogę i z Bogiem

Mówią mu nawet ci ateiści

Mało, kto kuma te linie

Nie wierzą już we mnie pytają - "Na co się piszesz?"

Sorry, moja skrzywiona psychika

Nie pozwala mi już prosto myśleć

Pierdolę te fazy, bo mam dziś banię na trzeźwo

Tak, żeby życia nie przeżyć

I żeby życia nie przeżyć, nie wiedząc

Po co jest życie, to raz

Się zatrzymałem przez 5 lat już kiedyś

Stuff z wódą, kurwa, tu rezał mi nerwy

A dwa, żeby wiedzieć, z czego się żyje

I znaleźć tę siłę, bo żyje się raz

Obojętny dla brata

I miałem w dupie, czy zaczniesz szkołę

Tak było, czasem Cię wszystko przygniata

A w głowie masz jedno, czy skończysz swoje

Tak było, sorry Wojtek, naprawdę

Też mnie to wkurwia, że sam nie zadzwonię

Czasem widzę charakter po matce

Mam ciężki strasznie, wiesz sam jak to jest

Wjeżdża jak pojeb tam, wiesz (wiesz, wiesz)

I, kurwa, naprawdę się cieszę

Że w końcu wychodzisz na swoje i twardo tam stąpa

I niech się ta scena zatrzęsie

I niech się gonią frajerzy, bo nigdzie nie doszli

Mówią, że Ci się nie uda

Pewnie widziałeś, jak coś poszło nie tak, się śmiali

Jak coś Ci idzie, to wkurwia

Tak, mam tak samo - chwila refleksji

Więc jesteś najlepszy, na razie, cześć

Przez wymiar depresji jaką tutaj mam na bani

To nic bardziej mnie nie cieszy niż to, że znalazłeś sens

Mogłem tego nie pisać

Lecz muszę w końcu te brudy wyrzucić

Mam serce do walki i mózg rozjebany

Już dawno mogłem się wkurwić i wrócić do żywych

Przepraszam, mamo, za to, że nie byłem nigdy dobrym dzieckiem

Chciałaś, bym poszedł na prawo, wolałem iść prosto w to co niebezpieczne

To druga runda i chyba dorosłem

2 6 mam na karku i nic nie jest proste

I jedynym propsem jest to

Że bez trudu to mówię jak jest i co chcę

Przekazać, najebany wracałem nad ranem

O czwartej pytałem się - "Czy Ty to Ty?"

Ty - "Jak zapomnieć, skąd się przyszło na świat?"

I to wszystko prawda i strasznie przykro mi

Wiem, że jeszcze będzie pięknie, wiem to

Choć nie stoję przed lustrem, się chwytam za głowę

I wiem, że widzisz siebie we mnie, wiem to

Od kiedy ja już nie widzę siebie w sobie

To nie tak, że ojciec nie był wzorcem dla mnie

Chociaż teraz w sumie jak tak patrzę w przeszłość

Nie mogę być zły na to, że nie miałem zawsze tego, co chcę

Wiem, że było zawsze ciężko

Byłeś wkurwiony na to

Że nie możesz dać nam wszystkiego

Musiałeś ogarniać syf, dzięki temu skurwysyny

Właśnie, wiesz, teraz mi nie mogą zabrać nic

Kurwa, naprawdę się cieszę

Chociaż to jest trochę taki śmiech przez łzy

Zawsze płakałem ze śmiechu

Jak mówili o Tobie, że jesteś zły

Stać mnie, zagnę ich, łatwo być dumnym

Jak do celu lajtowa droga

W największym bagnie stanąłbym na głowie

By ktoś, kogo kocham mógł stanąć na nogach

Miałem nie nawijać o pieniądzach, OK

Powiesz i pewnie to jest denne, OK

Ryju, nie nawijam o pieniądzach, OK

Nawinąłem o tym, co jest cenne, OK

Ciężki mam charakter, wiesz o tym

Najlepiej się czuję, jak się mocno wkurwię

Ale pomagam innym, bo lubię

A sobie ziomeczku już czasem nie umiem

Spaliłem w życiu sobie parę mostów

Przez to się kurwy odcięły i beka

Buduję napięcie, jak to zakończyć

Wiem jedno, że dzieli nas przepaść

Niektórzy nie mówią mi wiele przez to

Że przez to jak mówią mi wiele

Ich słowa nie mówią mi wiele

I szukają sensu i sami się gubią skurwiele

Słuchacze myślą, ze wdupcam mefedron na okręt

I banie mam zrytą przez ścierwo

Beką jest to muszę powiedzieć jedno tak w ogóle

Że każdy tekst jest pisany na trzeźwo

Mówią, że jestem geniuszem

Ślepo w to wierzę i chociaż nie muszę

I szczerze, przy Noblu się, kurwa, nie widzę

Ten rap to dynamit, bo w końcu rozdupcę

Stop


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]