Dissaster

By Penx

On Dissaster

Released on December 29, 2014

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Moje, Mount Everest on wyżej level jest sprawdzaj

Krzyczę światu z góry pierdol się; szczyt chamstwa

Mam swój styl będę latał i chuj z tym co dalej

Z dachu świata lecę ja; the roof is on fire

Ta płyta to katastrofa tu każda zwrota to atak z kopa

Sram na boga nigdy nie pomógł nie była łatwa droga

Chuck Norris nie ma floty zgarniam hajs z obrotów dziwko

Mów mi strażnik teksasu wjeżdżam z piłą mechaniczną

Wole robić rapsy, niech to w głośnikach hula ci

Muzyka schodzi na psy sorry nie sprawdzam pitbulla

Dokładam do pieca znów pędzę dzisiaj ty weź nie ściszaj

Nie dowierzasz? ale heca, weźże spytaj Sienkiewicza

Kładę wersy nie błądzę na dzielni ci typie zrobię tu zaraz szkody

Przypadek? Nie sądzę, że ciemni spragnieni są, kurwa, ciągle tu lania wody

Kładę jest pogrzeb bredni nie zniosę i pośle wszystkich naraz w groby

Se wjadę dobrze są biedni o boże tym pizdom zrobię tu garaż z mordy!

Karny kutas wjeżdżam nieźle daje konkret wam

Wyszedł ze mnie potwór przetłumaczę numer; monster track

Krzywe fazy których u niektórych ogarnąć nie sposób

Kurwy zakładać pajączka na swój moralny kręgosłup

Pełno, paralityków, którym brakuje kunsztu

Flow kuleje, punche oklepane, że na wózku

Rzucam cień prawdy wypłynie na wierzch mam nadzieje

Chcą mnie zabić za tą prawdę dla nich to jak walka z cieniem

Czarne konie rapgry sto lat tu za murzynami idą

Pojebały wam się lejce; wszystko na jedno kopyto

Karuzela życia blant kręci się u mnie znów to samo

Wezmę dzieci rapu na plac zabaw; się wyhuśtają

Ja bedę ich wrzodem na dupie w sumie, bo mam już taką rozkminę wiecie

Bo my lubimy tu robić trzodę i jebać te tępe świnie przecież

Bo faza sprawdzaj jest mocno zryta ktoś non stop pyta ich los to przypał

Wezmę te czeki i zmienię bieg rzeki te kurwy odejdą od koryta


[Refren]

Nadciąga katastrofa, ten rap to atak z kopa

Nadciągam z miasta smoka, te wersy trzaskam z glocka

Nadciąga katastrofa, ten rap to atak z kopa

Nadciągam z miasta smoka, te wersy trzaskam z glocka


[Zwrotka 2]

Jestem nieobliczalny więc weź się tutaj nie równaj do mnie

Równości chcą podobno chłopcy co są kurwa w formie

I walą konia nad sobą poruszę znów temat

Nie dojdą za daleko no bo znów ich chuj strzela

Spuszczam ich po brzytwie, to mnie do granic wzmacnia

Nie spuszczam z oczu, kładę na ostrzu reszta to grawitacja

Bardzo przykre, że gówno robią a to ktoś łyknie

Zamiast ruchać scenę, to te kurwy gwałcą replay

Jebany paradoks ciężko wam to pojąć, wiec dissuję

Twardo stoją niby chłopcy zrobieni miękkim chujem

Ci chłopcy na żelu kurwa co idą na lans

Noszą kondomy w portfelu, chuja mają a nie hajs

I chuj kładę na wszystko jak z resztą słychać

Wciąż nie wiem gdzie ich przyszłość póki co pyta

Biorę ich pod lupę niech się skupią jestem gotów

Bo nawet pod lupą nie wyjdą już na większych idiotów


[Refren x2]


[Zwrotka 3]

Ich linijki to miara ale za chuj nie pojmiesz?

Każdy się stara obliczyć, ile brakuje do mnie

Gówno z tego będzie ciągle są za mali gracze

Samozaparcie? żeby się tu nie zesrali czasem

Wchodzę na pokład to kurwa morze chce się zapalić

Każdy się buja ciężko, boże, znowu jestem na fali

Mamy tu paru serferów skumaj co chcą być tu na szerokich wodach

A kurwa trzęsą portami gdy chcą się podpiąć do nas, szkoda

Mi na nich czasu, bo chce kurwy utopić i basta

Ten rap jak pendrive, no bo biorę długopis i jazda

I jestem zimny jak głaz a, i nie chce się stoczyć bo pasja

Nie daje tu zwątpić i wzmacnia, ty lepiej odbij i patrz jak

Dosięgam dna, wpadłem na głęboką wodę

Doczekam dnia, że będzie w końcu spoko ziomek

Vendetta blau, będę tak grał i po rozmowie

Dziękuje wam, dzięki wam se robię to, co robię


[Tekst - Rap Genius Polska]