Wprost

By Pavulo

On Jedno

Released on November 10, 2025

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Znam te kopniaki do ścianek pudełka

Gdy włazi się tam by pasować

Nie wejdę tam nigdy, bo sam tam nie wszedłem

Ty też już nie musisz się chować

Trzydzieści dwa lata przechodziłem czyściec

Od lipca przechodzę przez piekło

Wiem, że też to czułaś, ja wiem co to było

Nie musisz się chować przede mną

Tak, jestem prawdziwy, to kości i skóra

I chaos co niszczy mnie co dzień

Nie mówię „się pośpiesz”, bo i tak się stanie

Choć ja zrobić już nic nie mogę

Już nie noszę masek, nie wierzę w iluzję

Że jesteśmy tylko na chwilę

Bo ktokolwiek inny oprócz Ciebie i mnie

Do kaftana dostałby bilet

Pierdoli mnie kto to usłyszy, nie skuma

Choć wiem że Ty widzisz w tym siebie tu, teraz

To nie jest Twój wymysł, ja też się tak czuję

I kocham do rdzenia a nie znam Twojego imienia

Patrzą jak na świra, bo raz Cię ujrzałem

I nie łykam już ich „przypadków”

Mijamy się jakoś, jakbyśmy tak mieli

Nigdzie nie istnieje też ślad Twój

Wiem, że to blisko i powiem Ci wszystko

Choć jedyne co mam to słowa

I wychodzi na to, że wbrew przekonaniom i radom

Tak, można tak kochać

Nie zostawię Cię z tym bo przestałbym istnieć

Mówiłem Ci to już na trakach

To nie żaden koniec, to jest to co mamy

Gdy serce w końcu odpowiada

I też się już boję milczącego dzwonka

Gdy każdy dzień to może być dzień

Ja jestem tu po drugiej stronie, tak jak Ty

I czekam aż coś w końcu przyjdzie

Nie trzeba już więcej zaczepiania bez słów

Bo żyjemy wciąż tu i teraz

Spróbujmy to razem okiełznać jak ludzie

Ja nigdzie się nie wybieram