Released on 2019

Thumbnail

[Intro]

На небе

Только и разговоров, что о море и о закате

Там говорят о том, как чертовски здорово

Наблюдать за огромным огненным шаром

Как он тает в волнах. И еле видимый свет

Словно от свечи, горит где-то в глубине…


[Zwrotka 1]

Spacer po ostrza krawędzi

To życie tylko dla śmierci

Nie wiem, co myślisz, gdy widzisz mnie

Przykładem jestem jak żyć lub nie

Nie jestem miły, miły to byłem póki

Nie zabili, żyję dla chwili

Dla pokazu siły

Więc myślę że my - nie ma co się silić, nie

Każdy dzień szary jak film o przeszłości

Wierzę w ideały, które nas zwiodły

W polu szukałem drogi a tam mnie zawiodły

Marzenia i szybko zawiodły

Chcę znów napisać coś o miłości

Lecz wiesz, że słabo pamiętam czym była

Chyba mieliśmy dość, dziś nasze słabości

Moja niepamięć i moja wina


[Bridge]

Błysk własnego oka w stali

Gdy ktoś ścina Twoje plany

To nie oni wzięli zamach

Lecz my sami

Sięgamy po broń dzisiaj

Ej, sięgamy po broń dzisiaj


[Zwrotka 2]

Nie chcę litości, niech Twoim słowom

Żal mnie nie będzie, najlepsze narzędzie

Na wszelkie przeszkody to pościg

Za gównem którego nie chcę i nie docenię

Spacer po krawędzi miecza

Jutro mnie nic tu nie czeka

W klindze to widzę kto na moich plecach

Wzrok swój odwiesza, ślepi na to

Czego mnie żal

Błysk własnego oka w stali

Gdy ktoś ścina Twoje plany

To nie oni wzięli zamach

Lecz my sami, sięgamy po broń

Dzisiaj, kto tak bardzo chce zdychać

Pustkę w nas wypełnia gniew czysty

A nie czysta pita z gwinta


[Refren]

I nie patrzę już w dół z tej krawędzi

Na co upadłbym? Chyba tylko na śmierć

I lęk przed czym?

Musiałbym na głowę upaść

By się bać życia bardziej niż

Jego nemesis pieśni w uszach


[Zwrotka 3]

Jeden fałszywy krok wśród głupców

Podeszwy wciąż mają całe

Jak złapiesz balans na jego czubku

Uczysz się życia od razu lub wcale

To moje sprawy, salutują mi

Kiedyś stałem pod ścianą, Ty

My to już nie to samo dziś

Sam z myślami, nie że samotny

Moje plany - nie „nasze”

Dystans to wcale nie pancerz

Wiem o co walczę

Jak chce mi się napierdalać

To sprawa jest warta

Uwagi jak kupon na bańkę

Nieocenieni milczą, bo ceny

Nie mają jeszcze ich poglądy

A przeceniony typ znikąd

Wyjdzie i pierdoli tanie głupoty


[Refren]

I nie patrzę już w dół z tej krawędzi

Na co upadłbym? Chyba tylko na śmierć

I lęk przed czym?

Musiałbym na głowę upaść

By się bać życia bardziej niż

Jego nemesis pieśni w uszach


[Outro]

Błysk własnego oka w stali

Gdy ktoś ścina Twoje plany

To nie oni wzięli zamach

Lecz my sami

Sięgamy po broń dzisiaj

Ej, sięgamy po broń dzisiaj