Released on 2019

Thumbnail

[Intro]

Pamiętam, jak w tamtą niedzielę przy kawie

Babcia wspominała wojnę

Mówiła o świecie, którego nie poznamy z książek

Że jest wygodnie

Teraz, tutaj, dzisiaj, zawsze - wszystko masz pod ręką

Bomby nie spadają a Ci ciągle, kurwa, kiepsko


[Zwrotka 1]

Jak lufa przy skroni była, nikt nie oderwał

Zgadnij co zostało w łapie

A widziałem elegancję w swym niedoszłym końcu

Bo w muszce się czułem poważnie

Trochę mnie wkurwiał brak siły sprawczej, teraz to bardziej

Przebicia, typie

Zawsze szukałem, jak robić inaczej

A wynaleźć koło to jak wydać płytę

Nie grało tu nic, mnie szukał na mapie trzy dni raz kumpel

To moje zadupie, u Boga za piecem - na węgiel, który zakupię

Nie wchodzę na scenę, bo wstydliwy jestem

Że brzmię lipnie z autotunem

A sceny nie zmienię, to koncert życzeń, co nie znaczy że bilet kupię

Staram się wyostrzyć wzrok, lecz widzę czarne kwadraty

Siódmy rok pruję żyły za jeden udany

Więc nie dziw się że serce krwawi

Tak dobry rok, lecz cena zła, co przyszło komuś zapłacić

A ja tylko chodzę i płaczę (i płaczę i płaczę i płaczę) na raty

Nie mamy już wojny innej niż na pieniądz

Prowadzić ją to jak brać dragi

A ludzie nie wierzą że gruby portfel opiera się na stu bogatszych

Znam tysiąc sposobów, jak stworzyć byle co

Więc dobrze współczesną scenę

A ludzie słuchają i myślą "byle co", pod prysznicem nucąc refren


[Bridge]

Pamiętam, jak w tamtą niedzielę przy kawie

Babcia wspominała wojnę

Mówiła o świecie, którego nie poznamy z książek

Że jest wygodnie

Teraz, tutaj, dzisiaj, zawsze - wszystko masz pod ręką

Bomby nie spadają a Ci ciągle, kurwa, kiepsko


[Refren]

Da ulgę na chwilę byle co, szukać więcej to błąd

Chociaż ten dobry na kolanach nie uważa tak

Wyceluj broń, w niego, nie w siebie, on musi stąd

Odejść - nie ma nic już do zaoferowania


[Zwrotka 2]

Jednego z nas nie usłyszysz, ale to żołnierz znany dla bliskich

Tu każdy coś wnosi, nawet jak wynosi z tego jedynie pociski

Zawsze widziałem najgłupszą opinię

Z morza pochlebnych wyławiałem "leszczu"

W jednostkach czasu to w chuj dużo minie

Zanim się dystans wyrobi do tego

Każdą sekundę tu słyszysz, miejsce, zapłaciłem za to frycowe

A mówiłem, stary że jak będzie kryzys, to największe działa wytoczę

Oni bawili się dobrze, ja mało się bawię

Choć życie pobawi się z nami dopiero

Te same pytania, czy kiedyś zmądrzeję

Już odpowiadałem, że przeszło

Kłamstwo z kłamstwa jak kolega z pracy

Kłamiemy strasznie, gdy nam czegoś szkoda

Nic do dodania, jedyny plus - po którymś razie to spływa po nas

Dziwne spojrzenia i delegacje, wchodzi ochota by głębiej kopać

Ciebie kobieta nazywa baranem, a jak drążysz temat

Nic nie wspomina o rogach?

Pamiętam, jak w tamtą niedzielę przy kawie

Babcia wspominała wojnę

Mówiła, że każdy ma wybór, czy niesie i po co - ogień

Ciągle w głowie mam bój, nie o cel, on był jasny zawsze

Postaw w ringu fałsz i prawdę

Od lat walczy jedno z drugim - jak zwykle o władzę


[Bridge]

Pamiętam, jak w tamtą niedzielę przy kawie

Babcia wspominała wojnę

Mówiła o świecie, którego nie poznamy z książek

Że jest wygodnie

Teraz, tutaj, dzisiaj, zawsze - wszystko masz pod ręką

Bomby nie spadają a Ci ciągle, kurwa, kiepsko


[Refren]

Da ulgę na chwilę byle co, szukać więcej to błąd

Chociaż ten dobry na kolanach nie uważa tak

Wyceluj broń, w niego, nie w siebie, on musi stąd

Odejść - nie ma nic już do zaoferowania