LEVEL DOWN

By Patokalipsa

Released on December 31, 2024

37K Views

Thumbnail

[Intro: Eripe]

Zwycięzca śmierci, piekła i szatana

Wychodzi z grobu dnia trzeciego z rana

Naród niewierny trwoży się, przestrasza

Na cud Jonasza — Alleluja


[Zwrotka 1: Eripe]

I chuj z wami, raperami, tiktokerami

Fighterami, graczami i biznesmenami

Wróciłem se grać dla jaj, ale grać z jajami

I chociaż czasem brak zajawy — wszystko dla ziomali

Wołają do studia, ja, kurwa, się napić wolę

Ale jeszcze wam pokażę bydlaka jak Mati Borek

Scena się zapuściła i grubą beką jest

Kto wam dbał o linie jak nie było nas? Bedoes?

Rap gówno warty, nie pierdolcie mi o zmianie warty

Jedyne co siada mi to psycha, wy jebane parchy

Tu każdy leci fajnie, totalnie to jebie mnie

To niе dla mnie, jakieś dzieci z mic'iеm jak w Neverland

I te dziewczynki, co się wożą, jakby scenę zjadły

Przydałoby im się wypierdolić — #kartky

Rap się zmienił nie do poznania, a mi to zwisa

Tede rapuje bez pisania, kurwa — wcześniej pisał?

Jakie życie taki rap, gdy twój to pop i chujnia

Wycieranie mordy moją ksywką nie jest oki, kurwa

Przez was, tępe chuje, znowu się wpędzę do grobu

I do usłyszenia za pięć lat, kiedy się wścieknę znowu


[Zwrotka 2: Delekta]

To było siedem lat nieszczęść i kaca

Powiedzcie na mieście, że Pato Pato wraca

Bo scena to dalej dno, nam zostało tylko to

Co ojcu Agaty Fąk, czyli załamanie rąk, yo

Musi być prawilnie, mordo, beki nie ma tu wcale

Pytanie — za spacer z psem jest przypał w kryminale?

Popek se za mocno wkręcił "jebać psy" na banię

Ja tak samo jak Popek, na Młode Wilki chuja kładę

Dziś co drugi raper musi mieć napisy w numerach

Tu nie pomoże logopeda, czas pizdy umierać

Pewnie zamówię sobie jutro wasze płyty grobowe

Bo ja najbardziej czekam na wasze napisy końcowe

Mam dissy gotowe, jak wychylisz głowę to nara, łaku

Bo ja nie toleruję laktozy i mumble rapu

Te raperki na scenie to cringe, aż pizdę wykręca

Wszystko sztuczne — usta, cycki, inteligencja

Jebane beztalencia, zabierz im wtyczki to będą w chuju

Nie wierzysz, to odpal White'a na Red Bullu

A ich fani lubią być ruchani przez tych bezbeków

Płacą stówę by posłuchać koncertu z playbacku

Wczoraj śmiali się z Jędkera, dzisiaj sami robią disco

I to real talk, jakby to powiedział Pih: "to nie jest hip-hop"

Nazwij mnie boomerem, dziwko, niepotrzebny mi twój respekt

Jeszcze będzie w chuj śmiesznie, jak zrobimy gnój w mieście


[Zwrotka 3: EsZet]

Mordo, nie mam autotune-a, no bo nie potrafię śpiewać

Oni mają autotune-a, no bo nie potrafią śpiewać

Ich koncert to playback i bez beki powiem wam

Że zamiast tego słuchać wolę przeciąć gardło sobie sam

Jestem sobie Pan jak jebany Jan Zamoyski

Tego potopu bełkotu nawet nie tłumacz na polski

Typy nie rapują, tylko jęczą, drą pizdę

Mają wbite w Ciebie, dziecko, oni robić chcą biznes

Dla forsy, chłopaku, to piliby ejakulat

Zestaw Pato w Macu — spliff na chill, no i denaturat

Grasz to źle akurat, lepiej zejdź z miejsca

Oddam wszystkie wasze wersy za jeden wers Eisa

Weź przestań, bujasz karki tym lapsom

Sorry ziomuś, u mnie nadal bardziej Smarki niż Żabson

Popelina na TikToku? Nic trudnego dla chcącego

(Szczęść Boże) Trzy słowa dla Edzia prowadzącego

Mnie za chuj to nie czesze, kończysz już? To się cieszę

Widzę znów tyle głów, co ma mózg jak orzeszek

Czy to rap, czy freakfighty — wszystko wprost z odbytu

Nie ma to jak idolizować troglodytów

To nie gang bang, taki banger tu siada

Wraca Pato dźwięk, więc tutaj pędem to składam

Ich geng, geng — żenada, cziki beng, beng — odpada

To, że mają fanów, to jest degrengolada


[Zwrotka 4: Zygson]

Witajcie, mamy do pogadania, błazny

Zamiast kleić pizdy, kleją się do plazmy

Znalazłem kurwy, co ukradły hip-hop

Wystarczy, że odpaliłem TikTok

Rapowe boysbandy grają po przedszkolach

Nie lubię tych chłopców, jak Wojtek Gola

Mam papier na to, twoi idole lecą w RMF

A gorące szesnastki zapisują w PDF

Może poprawią humor dziś mi drinki

Tylko bez oliwki, uczulenie mam na dziwki

Kolaboracje, byle tylko hajs się zgadzał

Złą sławą owiani, jak Emil Hácha

Chuj z takimi patriotami, niech giną bez śladu

Choćby dawali za friko, to nie wezmę przykładu

W McDonaldach wolą beefy? Niech grają za fryty

Wzbudzają niesmak, tak samo jak ich płyty

Trzeba mieć jaja, żeby wyjść przed szereg

Czyszczę scenę, szpecą ją jak pryszcze cerę

Śmiecie, pierwsze przykazanie czy za trudne

Skoczmy na Jasną Górę i pomódlmy się za Buddę

Obserwuję te kariery wasze marne

Pato Pato unikalne, jak karzeł z downem


[Przerwa: Penx]

Ej, ej, ej, ej, jeszcze ja, jeszcze ja (Ta)


[Zwrotka 5: Penx]

Yo, bandziorno, w Polsce widzę nowy rodzaj kina, nie (Nie)

Dziś pedofil kryje pedofila

Nie chcę ich oglądać, co to dla was znaczy

Skoro zdjęcia na sociale gratis zrobi im aparat władzy

Kula w pierś daje brak tętna, on na drzewie reflektuje

Wór na łeb, na szyję pętla i was chętnie podlinkuję

Pisać chcę i nie ochłonę, się nie zgadza liczba zgonów

Pizza gate? Piece są włączone, a z nimi do spodu

Powiedzą, że mało wiem, ale wiem, jedno jest pewne

Wiadomo, że walą śnieg, tak bardzo lubią nieletnie

Co do śniegu, to przed walką trzeba zrobić wszystkie pompki

Ale jak macie trenować? Jak zjedliście wszystkie worki

Jedź do mamy, powiedz, że ci bardzo przykro

W ogóle to nie chciałeś tego, by tak słabo wyszło

I się popłacz, może dzięki tobie to oszczędzą wodę

Bo jak wyjdziesz to ktoś wjedzie z mopem i zetrze podłogę

Żeby nikt nie poszedł twoim śladem

Bo przykład dałeś najlepszy, jak z siebie tu zrobić szmatę

Ta wasza ekipa usypia, lepiej niech kreski wezmą

Mi o polskie znaki chodzi, bo nie lubię kiepskich Wersow

Wersy kopiowane przykuły uwagę, fanki wykuły na blachę

Łatwo Ci je zerżnąć, na nich robisz papier

Czapki z głów i twarze nieskalane intelektem

Dziś opchnąć kawałek to ściągnąć kawałek, kim jesteście?