Żywe trupy

By Oxon

On Supermoce

Released on June 23, 2015

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Spojrzenia puste atakują zewsząd

Zrozumienia iskry nie dane im zaznać

Odbite jak w lustrze obrazy cierpienia

Ich celem jest niszczyć, bym stale był w spazmach

Nie mają życia, każdy z nich czas ma na to

By za mną iść, znaleźli błazna?

Nie mogę pozwolić na to by dorwali mnie

By potem leżącego gdzieś znaleźli na wznak

Zjedli już wielu, mnie też chcą pożreć

Myśląc, że jestem podobnie dobry

Wciąż toczą pianę, ich spojrzenia wściekłe

Z powodu, że znowu nie mogą mnie rozgryźć

Znów wchodzę do gry

Wiesz równie dobry jest ze mnie czasem artysta jak kretyn

Ale na tyle muszę być mądry

Żeby ich mordy trzymać na dystans maczety

Chcę się upewnić, że nasze pięści

Razem z naszymi sercami nie miękną

Musimy brać, co nam życie nakreśli

Nawet gdy spełniamy swe plany nieprędko

Przez zaniedbanie się zacofałem

A różne osoby zjebały me tempo

Jakie zaufanie, gdybym dał im palec

Do dzisiaj za karę żegnałbym się z ręką

Mówią: jeżeli twoja ręka jest powodem twego grzechu

To weź utnij ją

Ale kiedy nie posłuchasz tego typu bzdetów

Na widok uśmiechu twego nagle głupcy smutni są

Od dawna martwi w środku, swoją zgnilizną chcą się podzielić

Już miałem styczność z niejedną glizdą

Znowu mnie pizdo ciągniesz do ziemi

Nie mają celu, ja staję się celem

Dopóki jest we mnie witalność i pasja

Chcą mnie pogrążyć, tak czerpią energię

Inaczej się raczej nie dano im wzmacniać

Puste spojrzenia, co rano libacja

Inaczej tym bardziej nie dane wam skończyć

Nozdrza tak białe, że skokiem na kasę

Byłoby się wbić i postawić tam orczyk

W normalnym kraju wziąłbym pistolet

I paru bezmózgów pozbawił balastu

By gnili powoli, debili do woli

Jednego po drugim składałbym do piasku

Wciąż mamy czas tu, by coś pozmieniać

Nie mamy dla nich żadnych oklasków

Stajemy by walczyć, to pora plewienia

Bo całe ich rzesze wliczamy do chwastów


[Refren x2]

Widzę wokół żywe trupy, policzone są me dni

Więc nie będę głupi i nie spytam kto pomoże mi

Przez te nieprzespane noce, wieczne ciągi ciemnych dni

Robię to co mogę, wiem, że nie chcę stać się jednym z nich


[Zwrotka 2]

Rządzi mną instynkt, wredny sukinsyn

Który nie wie czym są intencje i normy

Full clip, magazyn, stul ryj

Pada dream team myśli złowieszczych i nie chce wyjść z formy

Pomyśl dwa razy, zanim zechcesz być hojny

Zbytnie zaufanie wystawia cię na strzał

Masz być bogobojny (co?), kogo bojny?

Jeszcze tego braknie, bym bajek się bał

Własne decyzje, ludzie nam bliscy

I zwykłe przypadki kreują nasz los

I czasem się dziwię, że z reguły nigdy i nigdzie o tym ci nie mówią na głos

Na nieświadomce, klapki na oczach

Nie kwiaty we włosach, bo porwał je wicher

Różne ambicje, zmienianie świata

Gdzie ciągła zagwozdka skąd ogarniesz dychę

Kto jak nie ty decyduje jak ma być, walczysz czy składasz oręż

Muszę cię ostrzec, wybierzesz drugą opcję

To uwierz drogi panie, trochę będzie pana boleć

Tego rodzaju boleść nie wyleczysz Panadolem

Od upadku nie uchroni nawet pozłacana poręcz

Nieważne jaka gleba, rzecz by powstać dała w porę

(niewyraźnie, powtórz), rzecz by powstać dała w porę

Chcę pozostać narratorem

Zachować w sobie jak najwięcej człowieka

Nie będę uciekał, lecz także nie klęknę

Ktoś wieszczy mi klęskę, to jeszcze poczeka

Albo wiecznie poczeka, nie zgaśnie w mym oku ta iskra za nic

Gdy wezwie mnie ziemia, to poczuję spokój

Bo nie stałem z boku za życia jak widz


[Refren x4]

Widzę wokół żywe trupy, policzone są me dni

Więc nie będę głupi i nie spytam kto pomoże mi

Przez te nieprzespane noce, wieczne ciągi ciemnych dni

Robię to co mogę, wiem, że nie chcę stać się jednym z nich

Nagle na horyzoncie pojawiła się mroczna postać. Musiał stoczyć kolejną walkę...


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]