100 Naboi

By Oxon

On Supermoce

Released on June 25, 2015

36K Views

Thumbnail

[Zwrotka]

Pierwszy strzał, taki na rozpęd, ostatnim ostrzeżeniem rozpocznę

Zdejmę cię w moment, utopię cię w rzece, bo takie masz ośle znaczenie potoczne

Tę samą rzekę pod spalonym mostem, nie licząc się z prądem, przemierzę ziom w poprzek

Aż tak ci ciążę? Przy mym porodzie masz problem, bo nawet jak nie chcesz to poprzesz

Strzelam na oślep, wchodzę do klatki skurwiela, co drzwi mi otwiera na oścież

Siedzi, pilnuje serwera, a jedyna rzecz, którą zmienia to jebana pościel

Blau, blau, niech baran spocznie, blau, blau, ma przewaga rośnie

I tak na ciecia już dobre pół dekady nikt tu nie czeka bynajmniej na ośce

Dostałem opcję: masz tu neseser i setkę naboi nie do namierzenia

I dowody zbrodni, jakoby na deser, bo to ty wybierzesz kogo zgarnie ziemia

Kto odpadnie teraz? I o kim powiedzą, że przepadł i jest nie do odnalezienia

A kogo przeczekasz by cienias w cierpieniach narzekał i peniał się wciąż nawet cienia

Po-po-powiedz co wybierasz, powiedz swojej młodej, że już nie będzie wesela

Potem wołaj koronera, by zabrali worek, bo niestety po tobie będzie trzeba to pozbierać

Co-co-co mi zrobisz teraz, głowa już cię boli, nie łudź się, że to migrena

Wpędzę cię do grobu, to będzie za karę ziomuś za gadanie bez powodu, że się ciebie boi scena

Dość mam narzekań na długą kolejkę

Zwiedzanie gry w trybie full observator

Rzucam się w wir, aż mi utną tę rękę lub wrzucą ponownie przez grób do spectator

Jestem jednym z tych, co skrócą twą mękę, wersem jak kulką masz tu mą podziękę

Trafiam w twe serce i krótko na wejście

Kupujesz mnie w chuj jak za grubą kopertę

Zwolnię trochę, bo co ma wisieć to nie utonie

Typ mówi, że płynie, jedynie wodę może tu donieść

Jego okręt jest Titaniciem, pora pogrzebu ziomie

Masz opcję stąd znikać typie, zmiana reguł, biegun płonie

To już nie tylko ta góra lodowa, co czyha na twój nieuważny kadłub

To dziura oxonowa, podkręcam klimat, wywijam im własny nadmuch

Dziurę na wylot, mózg im wypłynie jak tylko się trochę te ciule nachylą

Może se zrobią tę fryzurę z grzywą, pasuje to typom jak żul w El Camino

Wpadam tu z łusek lawiną, karabin na stół, beryl, sprawdzaj, man

Wokoło łusek przybyło, follow me, Arthur Curry, Aquaman

Silny, bezczelny, w dodatku szczery, ty jak mozaika się stapiasz z tłem

Płyniesz z ekipą na majkach, na moich statkach robisz za majtka, damn

Zdejmę cię w minutę, man, bo jestem kurwa Minute Manem

Obrałem azymut, wiem, że w pięknym stylu zniszczę scenę

Wbiję w ziemię mym pociskiem niczym moździerz spadnę z góry

Albo spalę krzak jak Mojżesz, lecz nie wrócę zza tej chmury

Czarne dziury w głowie w zakamarkach miejskich rozkwita rzemiosło

Możesz być pewnym, że zostanę świętym tu dopiero kiedy przywita mnie Boston

Wbita na strzały w nieboskłon i tak nie powiesz mi, że cię nie ostrzegałem

Szkoda jedynie, że zastawiasz drogę mi ciałem, bo głowa jest troszkę dalej

Podziemny arsenał, mówią mi zguba, bo w głównym nurcie nie łatwo mnie znaleźć

Scena to ściema, będę miał ubaw, bo łatwo ją złamie, nie złapią mnie wcale

Szybki jak kula, styl czysty natural, a gdy ty zamulasz, ja świadomie dalej

Głośniki na fulla i bity gram pull up i z pizdy na czuja jak kanonier walę

Widzę tych poważnych typów w grupach, ta, ej typki w bramach

Ja jestem poważny sam, blam, blam, wyciągam miniguna

Hojnie obdarzam ołowiem ich ciała i robią mi hałas, lecz nie dobrowolnie

Studzę ich zapał, chcą być jak Hamas i toczą na chama swą nierówną wojnę

W wielu przypadkach skala głupoty przeraża, że tego nie mieści czerep

Karabin dawaj, bo tenże czerep odstrzelę, a kul pewnie zmieści wiele

Kolejny mówił, że jest liderem, kto by się chciał dłużej pieścić z cwelem

Zero agresji, choć mogę go skreślić i przez moje teksty się mierzyć z L-em

Mój notatnik śmierci - lista kontaktów

Zebrałem ich setki, choć od elektryka nie widział nikt faktur

Prędzej na łapie wyrośnie mi kaktus, nim byle raptus zdoła mi natłuc

Wejdą grupami to zejdą seriami, ile by chamy nie zawarli paktów

Przez to mów mi DeadShot, bo jest head shot u mnie normą

Moja logo jest złą mordą tych co też chcą tu pierdolnąć

Wpadam lekko z świetną formą, strzelam celnie w rzecz dowolną

Wreszcie pora bym się wściekł i pora biec po wieczną wolność

Wie-wiesz co mordo, może szukasz sensu w tym lub drugiego dna

Prędko skończ to, pow, pow, luźny strzał, tak też se lubię pograć

Jebnąć w kosmos, sięgnąć w olstro i wpaść tu w kolumnie ognia

Human Torch, ludzka pochodnia, Oxon, niecny skurwiel zbrodniarz

Staram się zwykle hamować przy ludziach, bo lubię wypalić coś niestosownego

A gdy nie ma tego, to czasem potrzebą jest zwlec się i w te pędy biec do nocnego

Ty też możesz biec, pocieszy cię stoper

Bardzo dokładnie odmierzy czas, w jakim odstrzelę ci stopę

Wyżyję się, okej? Pożyjesz, wiesz, trochę

Lufa do ust, jesteś tym, co jesz, więc jak na ironię pożywię cię prochem

To dla każdego, kto mieni się kotem, a przez całe lata nie zmienił na jotę

Korzysta z tego, że złapał odbiorcę, bo w Polsce jest w modzie docenić idiotę

Medialne asy, ja - ukryty Joker

Podkładam im bombę, pierdolnie, aż wylecą tu szyby z okien

Ze swoim składem kruszymy se topę, to skład kamikaze, robimy zamotę

I na co ci płatnerz, skoro każdy pancerz przebiję jak grotem przez linie tych zwrotek

Zostało dwadzieścia cztery, jak tobie godzin

Na żadną pomoc nie licz na darmo jak o mnie chodzi

Na nagrobku napiszą ci "był marnością" i do dziś nawet tatko w łeb zachodzi jak mógł ciebie łajzo spłodzić

Ja mówię ci, że mówię serio, nie muszę tłumaczyć się i oddawać raportów

Wychodzę na dach ze strzelbą, strzelanie w łeb, to dla mnie zabawa dla sportu

Pap, pap, sprawa jest łatwa, możesz się drzeć i na mnie namawiać pachołków

Gdy twoja banda zobaczy karawan twój, wyjedzie na stół karawana tortów

Stypa, niezły przypał, będzie triumfalną ucztą

Bo skoro żyłeś jak pizda, jest bez ciebie lepsza ludzkość

Tak więc krótko, miejsca ustąp, weź zrób w końcu rzecz raz słuszną

Nie dowierzasz, gdy jak zwierza łatwo cię namierzam muszką

Czacha na torsie, kogucia klata, przydałoby się na siłkę polatać

Może jutro, zwinę nam bata, współczuję, że nie dożyjesz do lata

Ratatatata, nudna ta gadka, ty, krótki huk i po krzyku

Plama na kartkach i na chodniku, widza, gapia, świadka - ni chuj

Cisza wylewa się z ciemnych budynków, znów tylko w jednym oknie światło

Strzał, strzał, oblewa cię strach, myśli w głowie natłok

Siedzisz nad kartką, jakbyś tu za broń chwytał i do wojny dążył

Niezły hardcore, nie masz ty gorączki? Niech no ktoś przytomny spojrzy

Skala zniszczeń niemożliwa, błędny wzrok przez przerost mocy

Ej, mogłem się nie odzywać, nosić maskę w dzień roboczy

Coraz szybciej bije serce, biorę swój ostatni nabój

Korbą kręcę, broń do skroni, nie chcę więcej żadnych zabójstw

Hahaha, żartowałem...

- To co Revo, każemy im dłużej czekać?

- Nie, myślę, że najwyższa pora przerwać ciszę