Released on May 21, 2018

Thumbnail

[Refren]

Jestem z miejsca, które od zawsze pierdoli policję

Uśmiech na twarzy, Adidas Equipment

90, 9-7, 9-5

Za nawijki propsy

Szama od chińczyka

Na ścianach bombing

Na ścianach ksywki dla potomnych

Się prują dziwki, które nie mają takich wspomnień


[Zwrotka 1 Onar]

Kiedyś Ursynów dobry szlak przerzutowy

Kiedyś Cybisa Straße

Ja i moje ziomki wiem po co jest majk, pcham na cały kraj

Coś co musi Cię obudzić

Jak naprawdę ciężki bas

Jebać cały fałsz

Miękki jak hash

Robimy robę, która wgniata w fotel jak naprawdę ciężki bas

Nasze ksywy to nie nickname na youtube

Pierdole twój fejm, twoją stylówę

Mówisz nie jestem modny

Robię to co lubię

Połóż mi białe róże, moje płyty na trumnie


[Refren 2]

Gimby wierzą teraz w to co widzą w klipach

Nie wiedzą ile waży ból i znieczulica

Nie wiedzą co jest na podwórkach i ulicach

A ja se siadam i nawijam i nagrywam

Gimby wierzą teraz w to co widzą w klipach

Nie wiedzą ile waży ból i znieczulica

Nie wiedzą co jest na podwórkach i ulicach

A ja se siadam i nawijam i nagrywam


[Zwrotka 2 Pezet]

Wielu wariatom tu na hawir wjeżdżała policja

Poszukiwani byli coś jak Al Zarkawi za swój kwit z ryzyka

WaWa nie Abu Dhabi, Ursynów, stolica

I choć nas nikogo nie zabił, to są historie życia

Czasem serce krwawi, wyrzucam tu na bitach prawdy

A nie kręcę film jak Kusturica

Biorę majka jakbym miał karabin, punch – jak strzał z kopyta

To ścina z nóg jak śliwowica

Mam wspomnienia dobre

Chociaż czasem mordy były głodne

Powstawał hip-hop na Ursynowie

Buty sportowe i szerokie spodnie

I to było nowe jak powstawał hip-hop na Ursynowie

I więcej dla nas znaczą niż pieprzony bitcoin

Choć żyliśmy szybko

Niby nie mieliśmy nic, lecz mieliśmy wszystko

Chociaż czasem ten pieprzony dzień ciągnął się jak sitcom

No i zawsze gdzieś na ławce siedział typek z fifką

Ja mieszkałem wtedy na Puszczyka, Onar na Cybisa

Znajdź we mnie naturszczyka, nie farbowanego lisa

Nie wiem w co gimby w sumie wierzą dzisiaj

Ale chyba w ten brudny hajs w drodze od mamy na tenisa


[Refren 3]

Gimby wierzą teraz w to co widza w klipach

Nie wiedzą ile waży ból i znieczulica

Nie wiedzą co jest na podwórkach i ulicach

A ja se siadam i nawijam i nagrywam

Gimby wierzą teraz w to co widzą w klipach

Nie wiedzą ile waży ból i znieczulica

Nie wiedzą co jest na podwórkach i ulicach

A ja se siadam i nawijam i nagrywam


[Zwrotka 3 Bilon]

Brzeg lewy, na Moko, Morskie Oko

Raczej z niskiego startu lecimy na wysoko

Jest blisko, wszystko w zasięgu ręki

Kiedyś chłopcy z osiedli musieli się zakręcić

Dziś nie ma chwili na przemyślenia

Z bomby zalewa nowe, opakowana ściema

Uważaj krąży ból, zalewa znieczulica

Dom miałem z kart

Wychowała mnie ulica

Nie jeden ślad by twardo stać na ziemi, coś zmienić

Coś zrobić by nie lądować w celi

Rap to ucieczka z getta do swego świata

Skrzydła już mam, teraz po prostu latam

I ty możesz latać, jeśli zwyczajnie tego chcesz

Wiem, ciężko się jest poderwać, jednak kiedy już się wzbijesz

Pięknie jest szybować ponad zwyczajnością


[Refren 4]

Gimby wierzą teraz w to co widza w klipach

Nie wiedzą ile waży ból i znieczulica

Nie wiedzą co jest na podwórkach i ulicach

A ja se siadam i nawijam i nagrywam

Gimby wierzą teraz w to co widzą w klipach

Nie wiedzą ile waży ból i znieczulica

Nie wiedzą co jest na podwórkach i ulicach

A ja se siadam i nawijam, i nagrywam