Released on December 15, 2017

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Nie wiem sam czy jestem skurwielem czy świętym

Mam w sobie trochę tego i tego i to mnie dręczy

Miewam piękne momenty z pogranicza poezji

Prawię komplementy by rzucić chodźmy się pieprzyć

To nią działa jakbym doprawił jej drink

Mieszanka zła i dobra jakbym pieścił ją i bił

Jestem jej pierwszym chociaż wielu było u jej drzwi

Nigdy nie pukam zawsze biorę wszystko albo nic

Nie wiesz czy się mnie boisz czy mnie może kochasz

Gdy duszę cię by potem pocałować cię gdy szlochasz

Nie wiem kim jest twój chłopak, może ma sześciopak

A ciebie fascynuje diabeł w moich oczach

Chodź za mną w ogień chcę zobaczyć jak tańczysz

Bo wijesz się jak płomień gdy chwytam cię za kark

Rzuca to na twoje wymarzone życie cień

Ale powracasz co nocy bym cię przypalił jak ćmę


[Refren]

Dwa bieguny w moim świecie co dzień

Oscyluję między nimi między dobrem a złem

Od miłości do nienawiści od euforii

Do myśli czarnych jak sen terrorysty

Dwa bieguny w moim świecie co dzień

Oscyluję między nimi między dobrem a złem

Od miłości do nienawiści od euforii

Do myśli czarnych jak sen terrorysty


[Zwrotka 2]

Nie wiesz sam czy jestem ci bratem czy wrogiem

Przekonasz się gdy postanowisz by mi przeciąć drogę

Pójdę za tobą w ogień jeśli ci mogę ufać

Gdy naruszysz zaufanie spłoniesz jak Falludża

Nie biorę nic za pewnik bliscy jak krewni

Odcięci gorącym nożem bo niegdyś zawiedli

Byliśmy braćmi nie dam ci drugiej szansy

Nie widzę sensu unormowania relacji

Czarne czy białe do ciebie należy wybór

Dam ci serce na dłoni lub ją połamię na ryju

Oddałbym ci ostatnią parę butów skurwysynu

Ale podjąłeś decyzję i obrałeś azymut

Nie boję się być sam, noszę od dawna

Ten bagaż którego nikt nie odważy się sprawdzać

Czasami chcę go nadać pod adresem wroga

By tę puszkę pandory osuszył do dna jak browar


[Refren]

Dwa bieguny w moim świecie co dzień

Oscyluję między nimi między dobrem a złem

Od miłości do nienawiści od euforii

Do myśli czarnych jak sen terrorysty

Dwa bieguny w moim świecie co dzień

Oscyluję między nimi między dobrem a złem

Od miłości do nienawiści od euforii

Do myśli czarnych jak sen terrorysty


[Zwrotka 3]

Nie wiem sam czy jestem geniuszem czy durniem

Robiłem wielkie rzeczy stojąc po pachy w gównie

Potrafiłem pracować tygodniami bez snu

By pół roku nie móc się podnieść z łóżka jak trup

To nie twoja wina, tłumaczył konował

Aplikując mieszankę która ścięłaby konia

Jak pierdolone zombie zero emocji

Wzrok wlepiony w chodnik przez kolorowe groszki

Kiedyś byłem artystą mamionym misją

Szczyptą koloru w tym mieście smutnym jak pizda

Teraz się snuję ulicami bez zmysłów

Marząc że kiedyś znowu będę mężczyzną

Chcę znowu tworzyć więc uchyl nieco okna

Wpuść trochę słońca bo chcę się ogrzać

Chcę widzieć w twoich oczach odrobinę wiary

I się łudzić że kiedy pójdę w dół mnie nie zostawisz


[Refren]

Dwa bieguny w moim świecie co dzień

Oscyluję między nimi między dobrem a złem

Od miłości do nienawiści od euforii

Do myśli czarnych jak sen terrorysty

Dwa bieguny w moim świecie co dzień

Oscyluję między nimi między dobrem a złem

Od miłości do nienawiści od euforii

Do myśli czarnych jak sen terrorysty