THC

By Nospec

Released on May 27, 2015

Thumbnail

[Verse]

Chmura za chmurą unosi się w górę

Nic nie obchodzi mnie już w ogóle

Krew wciąż buzuje, główka pracuje

Rozkminy szykuje, Styki w mózgu lutuje

I znów zapomniałem, że bakać nie miałem

I znów zapomniałem, że tego nie chciałem

Lufkę z kumplami na ciepłym słoneczku

Obiad i później przy wiadereczku

Spalony jak świstak, wesoły artysta

Uśmiech nie znika mi dzisiaj z pyska

Szlachetny jak klejnot, masywny jak harley

U mnie cały cypher pali jak Bob Marley

One-love czy coś tam, legalizacja

Nie dla mnie ta gadka, nie dla mnie ta akcja

Blancik przy koszu mi wciąż wystarcza

Po co się prężyć? Takie są realia

Jak Salvador Dali to surrealia

Nie jakaś bajka co mnie obarcza

Ostatnio niefortunnie wpadł mi top do gęby

Uff, Puff gorąco zahaczył o zęby

Wypadł na szlafrok mojej sexy pokojówki

Śmiało stwierdziłem nie pale dziś już z lufki

Blantów nie wale. To to za karę

Zaprzysiężenia jednak nie utrzymałem

Dzień później znów jarałem i opalałem

I znów zapomniałem, że bakać nie miałem

Tak to wesoło prowadziłem konwersację

Pode mną sypki piasek, a nade mną akacje

Ahh czy to wakacje?

Cóż to za atrakcje?

Czas na kombinacje

Czas rozpocząć jakąś akcje

Dzwoni kumpel mówi: "Dzisiaj coś może?"

Ja mu odmawiam, sam sobie dopomoże

Chwila odpoczynku od tego THC

Ekscesów już mam dość, odpoczynku chwilę chcę

Szare komórki powypalane topami, jointami i workami

Spierdolonymi buchami

Jest kosmos, ja lecę, gdzie jest mój skafander?

Houston zbakałem się, odpadam z fartem

On wesoło krzyczy: "na orbicie czarny rycerz"

Kosmici od Lema oglądają nasze życie

Jak nam się wiedzie, jak nasze struktury?

Społeczne i rządowe, wszystko z grubej rury

Nagle się obudziłem z lufą z moje snu

Ciężką powieką paliłem z niej znów

I znów

I znów

I znowu

Rozłożyło mnie na części co do atomu

Protonu i obojętnego neutronu

Parę chwil później byłem już w domu

I tak mija mi życie, często na wesoło

W każdej mojej cząstce jest to pierdolone zioło

Ene due, ene due rike fake

A ja codziennie palę bakę