Gorący styczeń

By Neony

On Niewolnicy weekendu

Thumbnail

Poważny brak i styl w kieszeniach niosę

Portfele gonią mnie przez wąskie drogi pełne szkła

Wrocławski deszcz, jawol, połówkę proszę

Przez szklaną lufkę znowu spojrzę na świat

To dobry czas, na bauns, na białą magię

Na taniec wrażeń, znajomości, seks

Kosmiczny trans, jak kwas, uderza nagle

Elektryzuje myśli, pobudza krew

Spocony klub, bez słów, nie warto krzyczeć

Znajome laski, dobra muza i tłum

To miasto znów, ten groove, gorący styczeń

W powietrzu wisi rewolucja i luz, ten luz

Miastem rządzą nasze żądze

Włóczą się po ciemnych bramach

Konsekwentnie, jak co tydzień

Nikt nie zrobi tego za nas

Znów bezsenność i kamfora

W siwym dymie kalambury

Chillout, rura, do maniany

W niebie czeski film jest grany

Czas na bauns, na białą magię

Na taniec wrażeń, znajomości, seks

Kosmiczny trans, jak kwas, uderza nagle

Elektryzuje myśli, pobudza krew

Spocony klub, bez słów, nie warto krzyczeć

Znajome laski, dobra muza i tłum

To miasto znów, ten groove, gorący styczeń

W powietrzu wisi rewolucja i luz, ten luz

Raz, dwa, trzy, porządkuję rytm

Grają jakiś stuff ze starych płyt

Cztery, pięć, sześć, unicestwiam stres

Bez popity łykam każdy wkręt

Siedem, osiem, dziewięć, robię krok w stronę ciebie

Dobrze wiem, co się stanie – zaczynamy odliczanie

Mój samolot jest gotowy, stoi na pasie startowym

Włączam silnik odrzutowy, wbijam się do twojej głowy

I trzy!

Dwa!

Jeden!

Zero!

Start


[Tekst i adnotacje na Rock Genius Polska]