Released on October 29, 2015

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Cztery godziny, trzy porcje hashu, mam dwie dziewczyny, nie mam na nie czasu

Mam high jakbym mówił cześć i jestem na nim jakbym jechał gdzieś

Na tylnym siedzeniu duch Jimiego Hendrixa

Nikt mi nie wmówi, że tam go nie ma, ale to dziwne, bo wiozę jeszcze Kendricka

Lamar! On jest tu naprawdę czy też zmarł?

To niestety nie wszystko, bo nie wsiadł z nami dziś święty Krzysztof

Zamykam oczy, Vesparax dopiero zaczyna działać

Tak wyglądać ma mój zgon, za kółkiem, które wygląda jak kwadrat?

Widzę martwych ludzi, żywe obrazy, świat, którego nie ma

Chodź, pomaluj mi życie żółcią jakiej się nie spodziewam

Ten krajobraz jest złudzeniem, przemierzam dioptrie, niedowidzę

Przede mną tańczą rozmyte kształty, zmieniając się w figury, niemożliwe

W zwierciadle Eschera widzę swoje obicie

Dziwnym pytaniem byłoby "dokąd zmierzam?", bo błądzę w tym pieprzonym labiryncie

Ale lawiruję, lawiruję, la-lawiruję, cała sytuacja mnie bawi w sumie

Bawi w sumie, bawi w sumie, bawi w sumie, wszytko do wszelkich granic czuję

Gratulacje, kumulacja, high się nawarstwia, w głowie lasagne'a

Ktoś zamawiał makaron? Po zakamarkach mózgu slalom

Pełen absurdu dialog, sam ze sobą w gabinecie luster

Sam już nie wiem co tu jest prawdą, a co jest tylko zręcznym oszustwem

Rozsypany różaniec, skórka od banana

Kto się pierwszy poślizgnie, ostatni pije szampana


[Refren x2]

Pytają się czemu jeszcze o mnie tutaj nie słychać

Moje oczy są odpowiedzią na każde z ich pytań

Gdzie byłem, z kim nie pytaj, nie pytaj, nie pytaj

I na czym jestem nie wnikaj, nie wnikaj, nie wnikaj, nie wnikaj


[Zwrotka 2]

Na języku znaczek - poczta przyszła, gram na emocjach - rasowy pianista

Tracę dystans, zlewam się ze światem, nie mogło być inaczej

Widzę struktutury, których nie dostrzegłbym gołym okiem

Moje oczy są nagie, cały świat trzymam pod mikroskopem

Zalewam się potem, wypłukuję witaminy

Siedzę w swojej masońskiej loży, przede mną tańczą bez głów dziewczyny

Trochę serotoniny zmieszanej z sokiem z kaktusa

Wirujące fraktale, nieznany głos szepce do ucha:

Musisz się obudzić, kyny, kyny musisz się obudzić

Pieprzona incepcja, idzie się już w tym wszystkim pogubić

Ale trzymam poziom jakbym trzymał na rękach niemowlę

Nad łóżkiem portret Jamesa Parkinsona i krzyż, do którego się modlę

Do którego się modlę? No co ty

Jedyny krzyż jaki mam to na czapce, Pezet mi wysłał w paczce od Koki

Nozdrza powiększone, księżyc w oczach jest dziś w pełni

Jestem na wszystkim jakbym stał zwyczajnie na ziemi

Ale lewituję, lewituję, lewituję, mogę wszystko, tak się dziś czuję

Rozsypany różaniec, skórka od banana

Ostatni gasi światło, a potem znów od rana


[Refren x2]