Testament

By Murzyn

Released on February 24, 2017

Thumbnail

Kiedy przyjdzie mój kres i odejdę z tego świata

Proszę, nie wylewaj łez, nie chcę, żebyś po mnie płakał

Lecz wspominał fajne chwile, każdą, kurwa, piękną chwilę

A tym, co mnie nie znali, powiedz, jaki serio byłem

Jak coś będą gadać źle, weź to pierdol, no i tyle

I spełniaj każdy sen, bo ja swoich nie spełniłem

Pozdrów ode mnie rodzinę, mamę, siostrę, ojczyma

Tacie zapal znicze, niech będą darem od syna

Wybacz za mnie moim wrogom, podziękuj przyjaciołom

Bo kiedy nie było spoko, to zawsze stali obok

Pompuj zajawę w młodych, co rzucają wolne słowo

Biało-fioletowe koty, by z dumą nosiły logo

Niech to robią jak potrafią, a będzie iść ku lepszemu

Gdy poparcia mają mało, wydrzyj ryj w moim imieniu

Każdemu z osobna, bo gdy zabraknie mnie w tłumie

To mają pamiętać, kto im najbardziej kibicuje

Stary, masz tu parę słów, prosto z serca pisane

I gdybym kiedyś nie mógł się pożegnać

Więc pamiętaj, gdy kiedyś odejdę na stałe

Każde z tych wersów wtedy traktuj jak testament

Weź kolekcję moich krążków, by kurzem nie obrastały

Przekaż w ręce ziomkom, których nie stać jest na oryginały

By kumali dobre style, jak brzmi prawdziwy bangier

Nie to, co propsują szczyle, co ślepo idą za trendem

Bo ktoś musi edukować, gdy pojęcie jest mizerne

Jak grała stara szkoła, kto uchodził za legendę

Szpetne bloki pokoloruj, na klatinię chwyć za marker

I po raz ostatni wrzuć moją ksywę za mnie

I odwiedź ukochaną ławkę na żoliborskich sadach

Która, kiedy coś się działo, to zapomnieć pomagała

O wszystkim, co przykre, była odskocznią dla nas

I aż boję się pomyśleć, ile jak dotąd widziała

Przez lata na niej spędzone, kiedy brakowało monet

Każdy marzył o milionie albo żeby wyjść na swoje

I nawet jak ze mną koniec, a życie było porażką

Spoko, nie jesteś stracony, póki moi ludzie walczą

Stary, masz tu parę słów, prosto z serca pisane

I gdybym kiedyś nie mógł się pożegnać

Więc pamiętaj, gdy kiedyś odejdę na stałe

Każde z tych wersów wtedy traktuj jak testament

Nie chcę żaden stypy ani smutów przy flaszce

Żeby mordy z ekipy na wieńce dawały kabzę

Gdy na zawsze odejdę, weź kumpli na rejon

I parę łyków z butli chluśnij na beton

Żebym poczuł ten smak, będąc sześć stóp pod ziemią

Nie że spokoju duszy, lecz wszystkiego dobrego

Bez zbędnego pierdolenia, w stylu jaka wielka strata

Szczerze, ziomku, doceniam, choć to wcale nie pomaga

Bo gdy karawan mnie zgarnie, niech któryś z żałobników

Odkręci szybę w aucie i puści bumbap z głosników

By ci, co mnie żegnają, w rytm bujając się do rytmu

Wyrzucili rozpacz całą, choćby i na kilka minut

Przejedźmy obok rewirów tych, do których czułem miłość

Niech ucieszy mnie raz jeszcze znajomych ulic widok

Stary Żoliborz, choć mieszkam daleko stąd

Do końca będę pamiętał, nie ma miejsca, jak dom


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]