Jakbym miał coś więcej a tu chodzi raczej o brak bez listów koperty kształty proszą się o obraz

Uczniowie bez mistrzów zamki stawiane na fosach

Worki nie zaglądaj trzymam głowy w workach

Boję się że wymskniesz się i potniesz je bez ostrza

Ostrza tępe jak pretensje o mój czerstwy posmak

Mosa to więzienie dla tej lampy z projektora

Żadne słowo liczy więcej niż każda rozmowa

Reflektorem znowu sam świecę se po oczach

Żeby dłużej nie móc pospać

Bo światło na rejestr przypomina o głupotach

Chyba już nie wyjmę boję się że wyjmiesz

Wstałem A już późna pora

Nie chcesz stąd wychodzić jak wychodzić no to zostaw

Klucze pod powłoką za kratami okna

Ściany do środka wloką się

Ja wiem że drogi zachodzić nie można

Jak chcesz to przekręcę drzwi

Zostaw zamknięte czasami podejdź do okna

Jak chcesz to przekręcę drzwi

Zostaw zamknięte czasami podejdź do okna

Jak chcesz to przekręcę drzwi

Zostaw zamknięte czasami podejdź do okna

Jeden to za dużo

A sto nie wystarcza

Jeden to za dużo

A sto nie wystarcza

Nie oddychasz płucami

Wtedy łatwiej zdjąć te klamry

Dźwięki mam dobrane do ciężkości czaszki

Czasem to pociągnie w dół

Kiedyś środek skotłowany

A zwycięstwo jest po drodze do porażki

Mosa zbudowała zamki

Zapomniała tylko mosty spalić

Są też dojścia przez kanały

Chcesz czy nie chcesz będziemy wrogami

Umysł zaniedbany

Myśli mam jak wewnątrz pralki

Chciała mnie zobaczyć a ja nie odgarnę szmaty z twarzy

Spadochron się nie otworzył

Policzone mam w kawałki

Postawione linie co podsumuje te skrawki

Jeden to za dużo

A sto nie wystarczy