Released on June 9, 2023

Thumbnail

[Verse 1]

Nie tracę vibu, nie mam chwili bez rozjazdu

Pakuję w tarapaty w tańcu, a się nie domyka mandżur

Nie znam już chwili relaksu, ale beka z dup z gimnazjum, co wróciły z Zanzibaru

Mnie nie kręci taki lajf już

Oddam serce za tę scenę, byle nie mieli mnie za wzór

Kocham podziemie, chociaż wrosłem w nie jak plemię Masajów

I nie ma rzeczy, których już nie sięgnę #Wadlow


[Hook]

Spakowałem w plecak życie

I póki spoko jest to na free nie nawinę

Pisałem "Kibel" z myślą o przejebanej bibie

Gdzie się nie pojawię dziś skandują moją ksywę

Przesadziłem, w swoim gronie jestem no-name

Choć pytają, czy wziąłem i paliłem californię

Nie skończę

Typie, daleko przed końcem

W ciemnej perspektywie zielone jak stary Warblade x2


[Verse 2]

Nie chcę wracać już na ławkę, bo mam przejebany lot

To ja rozdaję karty, się naoglądałem Yu-Gi-Oh chyba

W tym tłumie nic nie widać

A ja skaczę jak pojebany i czuję radość z życia wreszcie

Nie dotykałem się z mefkiem, ale poznałem blisko

I, kurwa, w życiu nie szepnę, że to bycie artystą

To, młody, real talk - z nimi otwierałem wino

Leję zimny Barbados, a oni z puchy ciepłe piwo


[Hook]

Spakowałem w plecak życie

I póki spoko jest to na free nie nawinę

Pisałem "Kibel" z myślą o przejebanej bibie

Gdzie się nie pojawię dziś skandują moją ksywę

Przesadziłem, w swoim gronie jestem no-name

Choć pytają, czy wziąłem i paliłem californię

Nie skończę

Typie, daleko przed końcem

W ciemnej perspektywie zielone jak stary Warblade x2