Buntu osad

By Mokebe

On Arcytektura

Released on June 6, 2021

Thumbnail

[Intro]

(A jest możliwość zrobienia tak żeby

Żadne światło nie dochodziło do kabiny?

Tak, żebym miał ciemno całkowicie

Okej dziękuję, może być, tak..

Yeah

Yo)


[Zwrotka 1]

Jestem po to żeby stłamsić tę nienawiść

Jestem po to żeby puścić ich z torbami

Bez znaczenia na to

Co ci podpowiada dziś pergamin

Żebyś wierzył w to, co robisz i nie poszło nigdy na nic

Nie było nigdy spoko

Zawsze patrzą jak dawniej

Kolorowane dystanse, a u mnie będzie jak ja chcę

Odlegle plany dadzą cel, ale szczęścia nie znajdziesz

Najlepsze chwile dla nich to te na ławce z browarkiеm

Albo z nią gdzieś na trasce, trawce albo kanapiе

Trzymam kciuki za tamtego zioma wiem ze szacher-macher zawsze

Ja nie byle paździerz zamykałem, dlatego wszystko mi jedno

Wiem że robię dobrze, bo wyczuwam szybkie tętno

Zostawiłem tyle wersów i

Nie zamierzam wracać

Wyrobiłem styl gorący jak u Knapa

Jakbym robił na bank napad

Bez zmartwień se idę na hamak

Porozkminiać o bieżących sprawach, ale czas spowalnia

(Ale czas spowalnia, ale czas spowalnia)


[Zwrotka 2]

Bez spawania jest nawijka i niekiepska ale

Se ponaprawiam parę sylab i jest lepsza, mówią

Z góry to dramat "bierz, nawijaj jakbyś mecz grał"

Godzina 1-sza, na zegarach energia

Wyjebałem się na leszcza

Co mi pionę bił, gdy pękła ta wudziesta

Kurwa, dobra, przerwa

Odcinam kupon, a dla pana reszta

Sorry, to młodzieńcza werwa

Gnałem jako dzieciak, żeby strzelać po okienkach

Nie zwalniałem tempa, ale mi wypadła reszka

Przekręciłem arsenał, podłubałem w priorytetach

Krzyk jelenia, perła na chmielach, rakieta

Do góry se uciekam

Elo, nie mogę czekać (elo, nie mogę czekać)

Do góry se uciekam

Elo, nie mogę czekać (elo, nie mogę czekać)


[Zwrotka 3]

Zasługiwałem bardziej niż niejeden kozak

Ale zawsze ratowało mnie to pilnowanie nosa

Zdekoncentrowany przez gówniarski buntu osad

Pod natłokiem marzeń oślepiony szedł po schodach

W chuj do zdobycia mam

Jeszcze w sumie nikim jestem

Pokazuje sobie prędzej ze mnie stać na więcej

Jak chcę to umiem, umiesz też i ty, zobacz

Pięści unieś, kiedy ktoś wyśmieje twoje słowa, że

Tylko na pokaz, bo życie nie pozwala

Kto jak nie ty, powiedz, żyć sobie zabrania?

Jedynym wrogiem jest koleś z twojego lustra, bo

Raczej widząc w piątek go powiesz "yolo, że chuj tam"

No to chuj tam, niech będzie, że zachlane

Dni przespane przez panoramę zwę ilorazem

Nie dzielę wcale się, bo bez nich pracowałem

Reset na banie, by się przydał kiedy wstaje

Ale piję kawę zmykam jak Lobster i Colin Farrell

Nie chcę zabawy, bo rzadko w niej trzymam klasę

Nie pędzę po fury ani metraż przez Warszawę

Jadę tramwajem, ale myślę nad garażem

Zamykany z góry tak jak japy tych całych gówniarzy

Co nie widząc z perspektywy śmiać się śmiali z naszych marzeń

Sami wybrali króla ścieżek, nie przyklaskiwałem

Gole solo kolejne z powieści młodocianych

Kamil, Mokebe (uh)

Za bliskich odmawiam pacierz