Released on March 26, 2025

Thumbnail

[Intro: Xardas Nekromanta, Miszel]

Jeden człowiek odmienił losy wielu setek, ale zapłacił za to wysoką cenę. […] Jest słaby, […] ale powrócił

Prrr


[Zwrotka 1: Miszel]

Czasem ludzie są tak biedni, że mają tylko pieniądze

Gotowi zarobić forsę, ale dobrze, że ją chłodzę

Ciągle zabieram tą Polskę, rzucam eksport za eksportem

Czuję się, jakbym nareszcie złapał oddech

Kiedy w sercu pada deszcz, chyba czuję się najlepiej

I Ty dobrze o tym wiesz, kto dobrze rozbuja scenę

Odnajduję się jak zwierzę, siedzę na głodzie

Żeby smakowało lepiej to, co upoluję potem

Bo nie wszystko, co się świeci, będzie zbudowane złotem

Jeśli nie masz fundamentów, szybko zrównają to z błotem

Mam ochotę na coś więcej niż zarobek

Robię formę życia, by coś udowodnić sobie — obrałem właściwą drogę

Znowu łapię się za głowę, jak widzę, gdzie poszedł rap

Nie chce mi się z wami bawić, dzisiaj to już nie mój świat

Spędziłem na tym godzinę, Ty byś potrzebował lat

I się nawet nie spociłem, to tylko drip ze mnie kapie

Jeśli w plecy wbijasz szpile, to nie mów już do mnie "bracie"

Dawno już swoje maksimum rozgrzałem na swojej klacie


[Refren: Miszel]

Nie chcę więcej tracić, lecz zabijam czas

I chcę cały hajs, jestem pierdolony rarytas — i trzymam klasę

Najwięcej wyciągnąłem sam ze swoich wad

Dużo już straciłem zdrowia, brat — i ciągle tracę

Nikt Cię nie zapraszał tu, fajnie, że już wpadłeś sam

Ja to robię, bo to lubię, ciężką pracę dobrze znam

Wolałbym się już nie gubić, drogę odnalazłem sam

Dzisiaj podążają tłumy, hahahahahahaha


[Zwrotka 2: Patryk Slatt]

Żeby zyskać to, co mam, musiałem stracić parę rzeczy

Jestem świadom swoich czynów, jestem świadom, takiej ceny

Starych znajomych nie widzę, tylko bracia są na dzielni

Którzy wezmą mnie za szmaty, kiedy będę chciał się lenić

Kiedyś to bałem się zmienić, bo to mogło wyjść na gorsze

Nie jestem pępkiem świata, w sobie też widuję problem

Wiem, że kiedyś kurwy chciały zrobić ze mnie content

Zbieram to do kupy — życie to jest rollercoaster

Nauczyły mnie pokory osiedlowe sytuacje

Czułem się jak Omar Marmoush, no bo też nosiłem maskę

Ktoś wyciąga do mnie rękę, no i mogę dać gwarancję

Może na mnie liczyć i że zrobię też tak z czasem

Jestem we snach w trasie, póki co na chacie

Próbuję odnaleźć siebie w życiu, bracie

Kiedyś nic na starcie, przyspieszamy jazdę

Droga bez powrotu, wykorzystam szansę

Yeah, mmm

Yeah, yeah, mmm

Wszystko albo nic, stawiam najsilniejszą kartę


[Refren: Miszel]

Nie chcę więcej tracić, lecz zabijam czas

I chcę cały hajs, jestem pierdolony rarytas — i trzymam klasę

Najwięcej wyciągnąłem sam ze swoich wad

Dużo już straciłem zdrowia, brat — i ciągle tracę

Nikt Cię nie zapraszał tu, fajnie, że już wpadłeś sam

Ja to robię, bo to lubię, ciężką pracę dobrze znam

Wolałbym się już nie gubić, drogę odnalazłem sam

Dzisiaj podążają tłumy, hahahahahahaha