Released on December 20, 2024

Thumbnail

[Intro: Miszel]

Podnoszę limit, nie mogę wizji budować na chwili

Dopiero krok jeden dalej przed nimi

Nie schodzę ze sceny, patrz, jaki mam feeling

Patrz, idziemy wyżej

Codziennie podnoszę limity, codziennie więcej od życia chcę

Dlatego tak chyba miało być, dlatego tak chyba miało być


[Refren: Miszel]

Podnoszę limit, nie mogę wizji budować na chwili

Dopiero krok jeden dalej przed nimi

Nie schodzę ze sceny, patrz, jaki mam feeling

Patrz, idziemy wyżej

Codziennie podnoszę limity, codziennie więcej od życia chcę

Dlatego tak chyba miało być, żeby to życie znów miało sens

Podnoszę limit, nie mogę wizji budować na chwili

Dopiero krok jeden dalej przed nimi

Nie schodzę ze sceny, patrz, jaki mam feeling

Patrz, idziemy wyżej

Codziennie podnoszę limity, codziennie więcej od życia chcę

Dlatego tak chyba miało być, nigdy już więcej nie będzie źle


[Zwrotka 1: Miszel]

Codziennie podnoszę limity, dlatego bessę redukuję

Po co Ci były te zeszyty? Życie dopada — się kończy sen

Bywały czasy, nie było nic, wtedy prawdziwych poznaje się

Dzisiaj będziemy najlepiej żyć, za te momenty, gdy było źle

(Tak mnie wychował ten świat)

Stoję tu sam, zawsze dawałem, co mogę dać

Zawsze wolałem coś więcej mieć, zamiast bez celu w szeregu stać

Czego Ty możesz nauczyć mnie? Jeżeli lekcje wyciągam sam

Zostaje tylko pożegnać się, jeżeli nie ma Cię w świecie, w tym, który znam

Podnoszę limit do góry, nigdy już więcej dolnej amplitudy

Spytaj, kto reprezentuje te mury

Kto się nie podliże, żeby wydłużyć swój moment, by nadal podążały tłumy

Wolę sam stać i niewiele mieć ludzi, by nigdy ze sztucznym uśmiechem się budzić

Ile już osób mnie minęło w sumie? Chyba powoli już gubię rachubę

Dlatego dzięki, że jesteś, nie robię tego, by polecieć w ESCE

Ale też spoko, jak puszczą mnie jeszcze

Dla mnie bezcenne jest to, że tu będziesz

Zawsze w to wierzę, nie to, co te węże, których zakręci się więcej

Hossa za chwilę nadejdzie

Za to oddawałem serce, dlatego w końcu jest lepiej

Grra

[Refren: Miszel, Zeamsone]

Podnoszę limit, nie mogę wizji budować na chwili

Dopiero krok jeden dalej przed nimi

Nie schodzę ze sceny, patrz, jaki mam feeling

Patrz, idziemy wyżej

Codziennie podnoszę limity, codziennie więcej od życia chcę

Dlatego tak chyba miało być, żeby to życie znów miało sens

Podnoszę limit, nie mogę wizji budować na chwili

Dopiero krok jeden dalej przed nimi

Nie schodzę ze sceny, patrz, jaki mam feeling

Patrz, idziemy wyżej

Codziennie podnoszę limity, codziennie więcej od życia chcę

Dlatego tak chyba miało być (Yeah, yeah, yo), nigdy już więcej nie będzie źle


[Zwrotka 2: Zeamsone]

Jebać limity, limity, chcę przelać sto koła, to give me this (Tak)

Mój drogi banku, przecież ja nie żaden bankrut, pracuję tyle dni (Wow)

Odkładam na czarną godzinę (What?)

W deszczu, po ciemku, za darmo chodziłem (Aha)

I zwiększałem limit, jebałem strefę komfortu i to chyba mi dało siłę, yo (Yo)

Nie wiem, o czym gadać z ludźmi, nie mam wolnych popołudni na durni

Znowu dudni bas, co jakiś czas chcą mnie zatrudnić, yo (Yo)

Prędzej mnie załatwią na kulki, niż nałożą limit odgórny

Nie chcę mieć z nimi wspólnych kumpli (Yeah), skoro tak obłudni są

Edycja limitowana (Ah) — Ty kupujesz, na OLX-a to wstawiasz

Mnożysz cenę razy dziesięć i szybka wypłata od tego, co się nie załapał na drop (Drop)

Po-pozycja gwarantowana, bo codziennie dbam, by coś porozrabiać

Zbudowałem tę pozycję, by dobrze zarabiać — to jest wieloletnia praca

Kombinuję, by limity obalać, ale i jakieś limity ustawiać

Nie zawsze trzeba maksować wyzwania, może i przydałoby się mniej jarać?

Trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć "stop", a kiedy wpierdalać się cały naraz

Życie to sztuka wyważania głowy i ciała — optymalne zachowania


[Refren: Miszel]

Podnoszę limit, nie mogę wizji budować na chwili

Dopiero krok jeden dalej przed nimi

Nie schodzę ze sceny, patrz, jaki mam feeling

Patrz, idziemy wyżej

Codziennie podnoszę limity, codziennie więcej od życia chcę

Dlatego tak chyba miało być, żeby to życie znów miało sens

Podnoszę limit, nie mogę wizji budować na chwili

Dopiero krok jeden dalej przed nimi

Nie schodzę ze sceny, patrz, jaki mam feeling

Patrz, idziemy wyżej

Codziennie podnoszę limity, codziennie więcej od życia chcę

Dlatego tak chyba miało być, nigdy już więcej nie będzie źle