Dopamina

By Miszel

On Czarny koń

Released on September 5, 2024

Thumbnail

[Część I]


[Przedrefren]

Powiedz, jak rozpalić płomień, który oświetli nam czas

Zanim nasza karta spłonie i zawali się nasz świat

Chaos w mojej głowie ciągle zaburza mój smak

Chciałbym poukładać swoje, zanim stracę cały blask


[Refren]

Zanim wyblakną kolory

Wybierałem sam swoją drogę

Z demonami walczę na co dzień

Pierdolę euforię, znowu się spowolnię


[Zwrotka 1]

Wybieram dzisiaj mniejsze zło

Wolę powiedzieć „stop”

Powoli mam już dość

Patrzeć, jak spadam na dno

Moich plam nie zmyje chlor

Dopaminowy lot

Nie chcę tego byś zrobił ten sam błąd...

Uważaj na swoje kroki, by się łatwo nie wyjebać

Nie czekam na zaproszenie na ten wasz jebany melanż

Mam dużo do powiedzenia, dzisiaj pracy nie zamieniam

Na pokusy, tak rysują się wspomnienia i marzenia

Ye-ye-ye-yeah, co Ty o tym wiesz?

Uwolnij się, zanim prześpisz znów dzień


[Przedrefren]

Powiedz, jak rozpalić płomień, który oświetli nam czas

Zanim nasza karta spłonie i zawali się nasz świat

Chaos w mojej głowie ciągle zaburza mój smak

Chciałbym poukładać swoje, zanim stracę cały blask


[Refren]

Zanim wyblakną kolory

Wybierałem sam swoją drogę

Z demonami walczę na co dzień

Pierdolę euforię, znowu się spowolnię


[Przerwa]

Dopamina to hormon niezbędny do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Zwyczajowo nazywana hormonem szczęścia. Niedobór dopaminy wywołuje lęki, wewnętrzne napięcie, osłabienie motywacji, niechęć do działania, zmęczenie, apatię, a nawet depresję. Niskie stężenie dopaminy może przypominać objawy podobne do głodu narkotycznego

Prr!

Dzwoni ziomal — daj mi więcej dopaminy


[Część II]


[Refren]

Pierdolony Miszel Traper, zawsze będę miał co jeść

Chcieliście wydymać Freda, Fred wydyma całą grę

Chcieli zabrać to, co moje, niczym nie podzielić się

Będę w tym gównie po uszy, nawet jak zabiorą tlen


[Zwrotka 2]

Zamiast rozliczania sceny codziennie rozliczam siebie

Wypisywałem do innych, dziś wiem, że nie powinienem

Wypisywałem po featy, nikt mi nie pomagał w biedzie

Dziś jednego jestem pewien, że solowo tu rozjebię

Buduję wysokie mury, tu nie wleci żaden sęp

Nie muszę odgrywać roli, będę sobą aż po kres

Od ulicy chcę spierdolić, a nie w niej zamykać się

Naszych bloków nie zobaczysz, pora złapać już za ster

Zmarnowałem wiele czasu już na zamulanie bani

Miałem wiele ludzi wokół, którzy z nami razem stali

Podobno mnie propsowali, ale tak tylko gadali

Dziś już nie, nie zjesz z nami już — wpierdolimy sami

Nie czułem takiego głodu, odkąd przestałem już lecieć

Kminie ruchy, biegam wtedy, kiedy reszta woli siedzieć

Ciężko to może mieć górnik, co ma rodzinę w potrzebie

Więc, kurwa, na co narzekasz? Jak jest źle, no to przez Ciebie

Jak jest źle — do roboty rusz, przestań orać łeb

Weź się w garść, nie ma czasu już, nie poddawaj się

Nigdy więcej już wymówek nie chcę w mojej głowie mieć

Z dowozem zamówiłem sukces


[Refren]

Pierdolony Miszel Traper, zawsze będę miał co jeść

Chcieliście wydymać Freda, Fred wydyma całą grę

Chcieli zabrać to, co moje, niczym nie podzielić się

Będę w tym gównie po uszy, nawet jak zabiorą tlen


[Outro]

Moje stilo pojebane, nie puścisz tego przy mamie

Premixm daje beat, rozjebać — robię to na zawołanie

Nie chcę marzeń już pogrzebać, przede mną jest wygrywanie

Pierdolony Miszel Traper i nikt długo, długo dalej