Released on 2014

Thumbnail

Tego dnia

Miałam rozbierać choinkę

Ale powiedziałam matce

Że pójdę wpierw po chleb

Na kolację, co nie?

Pójdę do Żabki

Nie ma tam kolejki

Może daleko, ale dają te naklejki

Za 500 dostajesz maskotkę

Bynajmniej dla mnie

Są one mega słodkie

Jak wychodzę, on jak zawsze siedzi na ławce

Z Tigerem

I się na mnie...

Patrzy

Ja idę, on się patrzy

Ja idę, on się patrzy

Ja idę on się patrzy

Zatrzymuje się cała ulica

Gdy on mnie, co mam w tej siatce pyta

Ja mówię, że nie wiem

Że w ogóle, co go to

Język mi się plącze

Nogi się pode mną gną, on

Mówi, że jego stara

Chleba nie kupuje

Tylko piecze sama

Kiedyś ciągle najebana

Teraz uśmiech ma na twarzy

Chleb se wypieka, o śmierci już nie...

Marzy

O śmierci już nie marzy

On łapie mnie za rękę

Tak dziwnie na mnie patrzy

Podchodzi tak blisko

Dotyka mojej twarzy

Rękę moją ściska

Od potu śliską

Jego oddech parzy

Tak się składa, że dziś stara w ciężkim stanie zlądowała na OIOM-ie

Raczej trochę tam zostanie

Tomografia dobrze jej nie wróży

A maszyna do chleba dobra się kurzy

Ja bynajmniej bym odsprzedał ci ją tanio

Dodał gratis nakładkę

I książkę z przepisami

Piekłabyś se chleb

No i wogle

Byś nie musiała do tej Żabki już tak łazić ciągle

Od tamtej pory nic tylko wypiekam

Aż góra bochenków po sufit zalega

Z chleba upiekłam ściany, krzesła i obrazy

Zamiast łez okruszki, toczą się po mojej...

Twarzy

Po mojej twarzy

Po mojej twarzy

O śmierci już nie marzę