Urok

By Miletti

Released on January 1, 2019

Thumbnail

Napisałem zwrotkę w pociągu, plany jadą swoim torem, ją zazwyczaj zasnę pośrodku

Tym palcem po mapie już nie jest w porządku, o nieee

Nie zmienia się droga do ziomków, nie zmienia to co daje odczuć

Że w żadnym wypadku nie zaburzysz porządku, uosobiasz mi kwiecie lotosu

Mam myśl by Cię zabrać, relatywnie od dawna

Sprawy wydają się proste, gdy wszystko się samo ogarnia

Sprawiam wrażenie pewnego, jeżeli rozmawiamy o przekonaniach

A lubię rozmawiać, i wszystko się zgadza jeśli temat wraca kiedy się nadarzy okazja

Nie widzę błędów ani

Nie widzę przeszkód za nic

Czy muszę wzrok naprawić

Do mnie nie należy zdanie sobie sprawy, zależy kto patrzy

Mam laleczki voodoo dookoła siebie co robią mi niezły teatrzyk

Dycha na filmwebie za ich grę aktorska i wbijanie szpil mnie nie bawi, dopinam się do ich sławy

Odbieram Cię jako nawyk, gdzieś prawo głosu mi dali

Teraz głos zabieramy, a dopiero co to wrzeszczalem na skraju przepaści

Zrobiłem dwa kółka na krzyż, żeby skumać wreszcie

Że to na co patrzysz zawsze jest niepewne i się trzeba uczyć jak tu żyć momentem, Miletti

Jesienny deszcz nam pada na twarze, ja ledwo kojarzę już wczorajszy dzień

Mam w kieszeni mokra już paczkę po szlugach co lepiej ode mnie wie to czego chcę

Ty myślisz o wspólnej przyszłości, ja po prostu czekam kiedy spadnie śnieg

I zobaczę Ciebie tak piękną w tych płatach, że nie będę wiedział co powiedzieć nawet

Jesienny deszcz nam pada na twarze, zawsze idzie w parze z nim uśmiech

Zatrzymałem czas na sekundę, sekundę przed tym jak pójdziesz

Znam kilka miejsc co wybitnie obudziły we mnie obawę przed jutrem

Lecz skalane śniegiem to budzą nadzieję, że Ty znajdziesz we mnie wszystko co ciekawe

Jesienny deszcz nam pada na twarze, przez niego wyrażę coś więcej

Włącza mi nostalgię i melancholijne spojrzenie na rzeczy codzienne

Po prostu pokażesz mi szczęście, zaczynam je widzieć już częściej

Zamykam oczy na chwilę, by zdać sobie sprawę, że w to wierzę naprawdę

Jesienny deszcz nam pada na twarze, a czas nam pokaże najwięcej

Mentalnie omijasz kałuże bo chcesz jak najdłużej utrzymać powierzchnię

Ja nie chcę Cię strącić, bo bez niej nie zobaczysz śniegu co spadnie na ziemię

A sam jestem śniegiem co spada na ziemię rozbijany deszczem i rzucany wiatrem

Czasy się zmieniają, a ja jestem zawsze

Schowałem przetargową kartę w rękawie i czekam na nowe rozdanie

Masz spodnie z dziurami w klimacie, co będą mi robić za mapę jak gdziekolwiek zajdę

A mam coś do udowodnienia przed światem i żyję teorią, że mogę inaczej

Że cokolwiek zacznę nie musi skończyć się strasznie

Noszę sporo emocji w tej zbroi, pokażę je jak pozwolisz

Wszystko co robię obraca się wokół emocji

Listy nie szukają odbiorcy, skoro sam jestem polecony

Jak Cię ruszą to polecą głowy, za te szklane przesyłki to sorry

Się nie bawię dziecinne amory, a tylko Ci wpadam jak myśli do głowy

Obserwuję wiatr, który targa Ci włosy i chce między nie rękę włożyć

Mam za sobą zbyt wiele lat odczuwania rzeczy w trybie stoik

Zbyt wiele fobii i strachu co zmienia się w normy

Za mało godzin wolności by tryby pozmieniać i radość przyswoić

Pokaż mi wszystko co zawsze Cię cieszy i czego się boisz

Pokaż mi deszcz co przechodzi bez urojenia nawet kropli

Jak świat nas dogoni to skłamię mu w oczy że zbłądził

Bez żadnych chęci tworzenia utopii bo nigdy nie wiemy co nastąpi po nim, Miletti

Mamy to