Released on May 16, 2026

13K Views

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Musiałem wrócić na szczyt, żeby skończyć album

Gorszy czy lepszy niż na pierwszym legalu?

Kto mi inny da odpowiedź? Chyba tylko Pan Bóg

Słucham tylko Go i może czasem mamy, może czasem fanów

"Może czasem", no bo serca głos ciągle w środku krzyczy

Chociaż to najbardziej hejtowany projekt w kraju

Ja to ten domowy kot, co uciekł do dziczy

Bo głaskali go pod włos od dzieciństwa w raju, wow

Byłem na haju cały rok, chociaż chciałem detoksu

To jest mój lifestyle, to jest mój kostium

Czuję pusty się na trzeźwo w środku, tak samo na zewnątrz

Czuję przez to rano się jak potwór, co najwyżej średnio

Serio, wolę zryte, że mam podsłuch i to nie mefedron

Tak, mordo, to już drugie intro, mam też stronę ciemną

Pozdro sześćset, zmieniam z każdą pełnią się, nie mówię: "Damon"

Ej, dziwko, pora podbić świat, wciąż nie jest za późno


[Przejście]

Chciałem wam wszystko oddać już tyle razy

Przysięgam to on God, już nie chcę sławy

Tylko sobą pozostać — jak mogę to zrobić?

Spełniać oczekiwania i wolałbym się—


[Zwrotka 2]

Kie-kie-kiedyś nie byłem tak durny — piłem kakao z Biblią

Usypiałem pod poduszką, wstawałem, jak się robiło widno

Teraz wstaję, jak się robi ciemno — wyglądam jak widmo

Muzyka jest moją religią i jest moją dziwką

Wszystko mi daje, kiedy chcę, jeśli dam w zamian real talk

Suka jest zimna tak jak Irkuck, czuję się jak Kirkor

Chociaż mi daje comfort zone, czasem sypiam z inną

Choć mam codziennie Nowy Rok, to bądź moją Wigilią

Huh, huh, huh, huh, huh, huh, huh, go

Huh, huh, huh, huh, huh, huh, huh

Dla mnie cały polski rap to pierdolenie o Szopenie

Piszę dziewiątego maja to, do zoba na scenie

Oni myślą, że opóźniam drop, bo na chacie się lenię

Nie, nie jestem polskim Cartim, nie, nie jestem Eminemem

Jestem sobą, ale nie wiem, co to znaczy

Jeszcze zmienię się sto razy, zanim zdążysz to przesłuchać na CD

Nie ma tego w Empiku, preorder też mnie jebie

No i każdy inny order, od kiedy wierzę w siebie

Nie potrzebuję, żebyś klepał mnie po plecach

Czy ja się, kurwa, krztuszę?

Robię wszystko to, co chcę, od kiedy nic nie muszę

Oni, żeby przejść ten etap, to musieliby sprzedać duszę

Albo za marne grosze dupę, zaraz się uduszę — z beki

Nie wchodzi się trzy razy do tej samej rzeki — ponoć

Hah, to potrzymaj mi leki, właśnie piszę trzeci prolog-prolog-prolog


[Outro]

Żyję z pasji, robię sidequesty

Moje nadgarstki puste — nie Rolexy

Nie chcę się martwić o to, że zgubię coś dziś

Więc wychodzę sam na miasto, bez pieniędzy i bez telefonu

Wierz mi, że nie wrócę, nawet jeśli będziesz bardzo tęsknić

Muszę się przewietrzyć, baby

Żeby nie przekazać Ci w całości tej energii

Która mnie zabije zaraz, jak nie zrobię przerwy na moment

Ale znów poza domem, bez snu

Niedostępny abonent, bez słów

Rozumiałem się z Tobą, ale cóż