Released on November 27, 2009

Thumbnail

[Zwrotka]

Mógłbym napisać milion wersów o tym, jak cierpię

Potem wykrzyczeć to każdemu z was w twarz na koncercie

Klnąć jeszcze głośniej i jeszcze częściej

Albo odejść, nie mówiąc nic więcej

Mógłbym rozliczyć każdą z was za gwałt na emocjach

Albo obrócić to w żart i ukryć rozpacz

Gdy czas zabija nas i tylko blizny na łokciach

Zmieniają mnie z mężczyzny w chłopca

Mógłbym przestać udawać, że jakoś sobie radzę bez niej

I zacząć wierzyć w to, że będziemy razem w niebie

Czuć się bezpieczny śniąc albo na przykład

Już nigdy więcej nie zasypiać

Mógłbym oszukać sam siebie i chociaż przez chwilę żyć

Jakbym miał wszystko, o czym zawsze marzyłem

Albo nagle poczuć ulgę, wychodząc poza bryłę

I w końcu zburzyć tą świątynię

Mógłbym wyzbyć się skrupułów gardząc istnieniem

I do końca życia walczyć ze swoim sumieniem

Najpierw uwierzyć w znaki i zyskać nadzieję

A potem stracić wiarę w ich znaczenie

Mógłbym spróbować zakryć ból, wyjmując z kieszeni kilka

Uśmiechów, które kiedyś próbowałaś już rozkleić

Gdzieś po kilku spośród setek moich twarzy

Albo czekać na to, co się zdarzy

Mógłbym uwierzyć w przeznaczenie i nagle stać się biernym

Mieć nadzieję, że muzyka uczyni mnie nieśmiertelnym

Albo chwycić mikrofon i nie myśląc o kosztach

Wejść na scenę i na niej pozostać

Mógłbym dawać świadectwo klęcząc w konfesjonałach

I biczując się za wszystkie złamane przykazania

Albo zalewać wódą każdy trwający dramat

I to przed nią padać na kolana