Released on 2011

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Fotel dźwiga mój ciężar dzielnie

Ja rzucam okiem na świat zza okien

Chyba tylko po to by niepotrzebnie

Wkurwiać się na to, że nic o nim nie wiem

Stuka mi ćwiartka z setki w czerwcu

To dekada spisywania na kartkach wersów

Dzielnie dźwigam na barkach opinię o tym miejscu

Wiodąc los bękarta o gołębim sercu

Każde słowo na wargach stygnie

Gdy otwieram mały case jak biblie

A dyskusji sens spływa po zimnej szybie

Kiedy palce opuszczają igłę

Płacę jej za to, że mnie karmi

Zamiast budować swoją studnie w Somalii

Wśród sprzętu i kabli, plakatów z koncertów - jestem sam jak diabli


[Zwrotka 2]

Cześć, to ja, sługus Kaliope

Głos ludu, który spali europę

Gdy po oknie spłynie pare kropel

Zbiore myśli rozlane na ten stary fotel

Zostawiam odciski na woskach

Kiwając się do werbli rozsianych po spółgłoskach

I tasuję alfabet pamiętajac, że prosta jest droga od sztuki do rzemiosła

A twoje słowa muskają mnie przyjemnie

Chociaż nigdy nie owijasz ich w bawełne

Inne patrzą obaw pełne

Jakbym rozlewał po ich pachwinach sperme

Ty trwasz wiernie dodając mi siły

Choć wiesz, że przez internet romansuje z innymi

Móiwsz do mnie prosto z nośnika z danymi

Przez słuchawki zwieszone na mojej wątłej szyi