Indica Mode

By Many (POL)

Released on September 10, 2018

Thumbnail

[Chorus: Many]

Klimat już wszedł, obok mnie ziomek

Kolejny wdech, znów hipochondria

Dopada mnie, patrzy w me przekrwione oczy i chyba chce bym kurwa zdechł

Mam tu 0,5 g, starczy na trzech?

No raczej nie, kolejny wdech

Utwierdza mnie w przekonaniu, że potrzebuje Mary więcej by zrobić więcej


[Verse 1: Many]

W duszy mi gra Antonio Vivaldi, bo niezależnie od pory roku

Bakamy se dużo, a na chatę nie bakamy, jesteśmy zbici z tropu

Czujesz tę cudowną woń, która unosi się wokół?

Siedzę na kanapie, gadam z mordami, jaramy sobie w niezłym lokum

Izomery tetrahydrokannabinolowe, nasz mózg się wygina, ziom

Gdy każdy z nas sobie po wiadrze walnie to rośnie nam broda Merlina, ziom

Po co się mordo dziś łapiesz za siebie, jak jutro możesz latać w siódmym niebie?

Ganję ci zakrzewię, dzieki niej wymienisz swój monochrom na polichrom

Odpal sobie jakiś vaporwave, wczuj się w ten vibe, leci za wave'em wave

Pokonuję te fale jak Andy Irons, choć rano pewnie opadnę na dno

Żarzy się kush i czeka już na mnie buch

Ogólnie trochę tu parno


[Bridge]

Zmiana tematu, ziom... zmiana tematu

Dorzuć tematu, trochę... dorzuć tematu


[Chorus x2]


[Verse 2: Many]

Wkurwiają mnie te pseudonimy, Lil, Young i A$AP

Ciągle wymyślają te pseudorymy; deficyt oryginalności

Trzeba mieć podobno zero pokory, w takim razie ja nie jestem raperem

Ja jestem waszym Panem Robotem i okaże się, kto jest jedynką, kto zerem

Ten track ci wejdzie na banie i nie masz nawet jak negocjować z tym

Wtrącam swoje grosze w rapgrę, by za parę lat wyekstrahować zysk

Ziomy ze mną palą trawę, równolegle siano zamienia się w dym

Nie ma co jarać już prawie, więc wpadnę tu z zapałkami i podpalę Rzym

Wczuj się w te klimat, robi się zadyma *fiu fiu*

Jednego już łapie kima

Na twarzy grymas powoli znika

Gdy wchodzi na banię Indica

W głowie mam mętlik, ale najbardziej lubię fazę introspektywną

Gdy przeglądam spektrum wydarzeń to nie ukryjecie swego oblicza pod przykrywką


[Bridge]


[Chorus x2]


[Verse 3: Many]

Czasem marny w rękach towiec, boję się tego nabijać do lufy

Gdy amunicja wystrzeli trzeba odlepiać od wyobraźni strupy

Płynę w tym tripie, złych myśli się staram unikać, choć czasem uderzają wczuty

Jebać resztę drugów, bo od trefnego tematu przebyłem zbyt należne trudy

Wbijam chuja w tych co głoszą że marihuana to jest taki gateway drug

Odpal odrobinę samokontroli, nie bądź następnym, który połknie hak;

Dobra ma gadka, więc przestań pierdolić, no ziomek, chyba nie chcesz zostać sam?

Podaj mi colę i lufę i worek to pokruszę to gówno, które tu masz

Błogosławieństwo Boba Marleya, tu na nas spływa

Nikogo wina, że ta nadzieja, którą straciłeś kosztem ignorancji, już cię nie odwiedza

Dla mnie to rybka, jakie masz zdanie, bo swojego nie zmieniam na zawołanie

A jedyne co łączy cię i tą zieleń to fakt, że każde z was w chuj czasu mi kradnie


[Bridge]


[Chorus x2]