Released on May 28, 2018

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Na lewej ręce miał zegarek

Przeważnie tam gdzie chodził, to widziany był w browarem

Pracował w nocy, gdzie?

Głośno nie mówił, nie za barem

Melodie nucił pod nosem jak smucił się, żył dalej

Z ulicy talent, z domu był biedny, ale konkretny

Do rany przyłóż raczej jak dla innych rzadko wredny

Raczej potrzebni są tacy ludzie, przypał zaliczył, został nie uciekł

Coś sobie ćwiczy, skończył nauke

Nie miewał długów, zawsze oddał, też słuchał Janka - pożycz

Śmiał się z tych o których zwrotka

Miał rodzinę z którą wszystkim co mógł to się dzielił

Miał w sercu ich od poniedziałku zawsze do niedzieli

Byli też tacy którzy się śmieli, czy tam śmiali - nieważne

Wpierdol dostali, a tak sapali, to on wychodził, nie inni cali

Wspierał jak tylko mógł swoich ziomali

Co na klatkach ciągle stali jeszcze, on forma życia, tamci to leszcze

Zresztą nie będę o nich pisał mordo, bo to spieprzę

Wezmę se tylko łyka wody zanim powiem resztę

Zawsze jak ktoś gdzie potrzebował pomocy

Leciał jakby go wziął i wystrzelił z procy

Za dnia, czy w nocy, to po prostu dobry chłopak

Bogaty sercem, nie na mordzie brokat

Następny przystanek - Warszawa, ochota

Podbija pacjent, trochę zachrypnięty wokal

"Straciłem prace" - najebany mówi, popatrz

-"Kup mi Pan gorzałę, pijanemu nie chcą podać"

-"Woda?"

-"Nie woda - wóda, biała czy ruda. Pierdolnę nawet czarną, tylko kup mi teraz, tutaj"

-"Nie ma problemu, wracaj bezpiecznie z buta"

Wziął gorzałę, poszedł w chuj, jeszcze mu pociupał


[Zwrotka 2]

Teraz o tym, co wpierdolił się w kłopoty

Właśnie wrzucił w hazard 200 koła złoty

Wsadzić wszystko co miał, było jak narkotyk

Ze 40-lat na to chodził do roboty

A żona czeka w domu, pewna, że wypłatę niesie

A Pan Andrzej wszystko przepierdolił, Panie Prezesie

Mówi co zrobić ma desperat, wypija prawie 0,7 rudej, aż do zera

I wsiada do czarnej BM'Y na kozackich felach

Na cały świat wyjebka, nic go nie obchodzi teraz

Fortuny nie ma już, z żoną też poszła afera, ze wsteka wrzucił luz i jedyne na driver'a

Najebany poszedł bokiem z piskiem pod blokiem

Parę głów co nie spało wyglądało z okien, na ulicy deszcz

Widać auto i chłopaka też, co wraca ze sklepu, przez ulice teraz idzie gdzieś

I widzi auto gościa co mu kupił wódę, leci rozpędzone

Czy go widzi? Czy hamuje?

Już nic nie czuje, to koniec, krew na betonie

Przykro mi skarbie, już do Ciebie nie zadzwonię

Nic tu po gadce, mordy są zdziwione

Nie z własnego wyboru właśnie odszedł od nich ziomek

Ja właśnie stoję w ciszy przy oknie z gibonem

I myślę sobie mordo, że życie to jest moment