Released on June 5, 2020

Thumbnail

[Zwrotka 1: Małach]

Kiedy zawieje w oczy wiatr – co to dla mnie, idę

Jak coś dobrego słyszę, albo widzę mam jak zwide

Jak mi jest kurwa źle, siedzę sam i o tym piszę

Nie, nie zrobię ciszej

Niech mi starczy tuszu w długopisie

Wokół demony które, wiercą mi dziurę

I chcą mnie wciągnąć na sam dół, bo przecież nie w górę

Wtedy jeżdżę cierpem chociaż już kupiłem furę

Potem 2 dni cierpię i słabo się czuję

Nie wiem gdzie, o której

Potem choruję, płacę ZUSy, leczę się prywatnie

I próbują mi wmówić, że tak zbudowany świat jest

I że lepiej jest się nie wychylać, by nie skończyć na dnie

Gorzej ma ten kto robi legalnie, lepiej ten kto kradnie

Ładnie, znów idę, rzucam słowa w zeszyt

To jedna jest z niewielu rzeczy co naprawdę cieszy

To nie jest dla mnie łatwy czas, choć mi się nie śpieszy

Tę presję czuje każdy z nas, lub z nałogów leczy

Pierdolę idę, tak ciężko komuś zaufać

A jak nie posmarujesz to możesz się oszukać

Minął czas, poszła w las cała ta nauka

I już tylko materializm ci do domu puka

Ważne to czym jeździsz, ile masz na koncie

Czy serio dla każdego najważniejsze są pieniądze?

Jak nie masz wyboru - tak

Jeśli masz - nie sądzę

Choć to czasem upokarzające


[Refren]

Nie ma gdzie uciec, biec trzeba wciąż przed siebie, jebać ból

W górę w dół, tego nie wiem a nadzieja jest w kolejnym dniu

Rzuć na stół, pozostawiasz nie zabawa toa ty nie gnój

To co masz, to co kochasz i gdzie idziesz, zawsze za tym stój


[Zwrotka 2: Shellerini]

Popijam kawę, kawą czarną jak atrament

Jak myśli, których nie rozjaśni blask latarek

W świecie który zmienia nam pikawy w kamień

Po omacku szukam czegoś, co rozświetli mi firmament

Tu gdzie ciągle coś się plącze jak kabel słuchawek

W mieście smutnym jak w niebieski poniedziałek Basset

Wciąż uczę się co to jest wzlot, bo znam upadek

Wciąż idę korytarzem obcym mi niczym ósmy pasażer

Nigdy mnie nie bawił tani bajer

Ani ci co prześcigają się w tworzeniu bajek

Na instagramie konkurs kto lepie udaje

Pod pstrokatym makijażem życie szare jak ten dym z cygaret

Wokół miraże, gdzieś przekrzykują się krzykacze

Kaprawe twarze oszukują się przy barze

W tej wierzy Babel w której trudno skumać się nawzajem

IdzIemy dalej, nic innego nam nie pozostaje


[Refren]

Nie ma gdzie uciec, biec trzeba wciąż przed siebie, jebać ból

W górę w dół, tego nie wiem a nadzieja jest w kolejnym dniu

Rzuć na stół, pozostawiasz nie zabawa toa ty nie gnój

To co masz, to co kochasz i gdzie idziesz, zawsze za tym stój


[Zwrotka 3: Małach]

Wszystko wokół pięknie błyszczy, ja jakiś szary

Żeby nabrać koloru, piłem wódę i browary

Jak za dużo siedzisz w sieci, możesz w nocy mieć koszmary

Oni tacy ładni, a ty zwykły, że aż brak ci wiary

Biorę na bary takie śmieci, wiem, że czas leci, a w internecie dużo fikcji, tak nauczę dzieci

Jeden z drugim wstawia bzdury - niech się kurwa leczy

Tylko na takich patrzę z góry, bo im się należy

Nie wszystko tu się opłaca, nie każda praca, nie każda muzyka i nie każde dobro do nas wraca

Z czasem trzeba się nauczyć, mordo, wybaczać

Tym bardziej jak to bliscy ludzie albo bracia

Dookoła duża fałszu i dużo pokus

Tak jak ty idę i jak ty wychodzę rano z bloku

Na każdym rogu leci muza, to nam daje spokój, daje otuchy, gdy przytłacza cię już to co wokół


[Refren]

Nie ma gdzie uciec, biec trzeba wciąż przed siebie, jebać ból

W górę w dół, tego nie wiem a nadzieja jest w kolejnym dniu

Rzuć na stół, pozostawiasz nie zabawa toa ty nie gnój

To co masz, to co kochasz i gdzie idziesz, zawsze za tym stój


[cuty]

Widzę syf na ulicach, to (...) rynsztok

Odwieczne schody, odwieczne schody

Świat kłamstw i pleśni

Twoje życie, twoje sprawy, twój hajs

Nie ma w życiu skrótów

Mam już dosyć miasta