Released on May 28, 2026
7K Views
[Intro]
Yo
[Zwrotka]
Dwa szesnaście, jestem w piekle, nie ma nic poza osiedlem
Przed niczym się nie cofnę, aby zdobyć becel
W głowie ciężko rosną długi, a ulica jest za mała
Nie wszystko się kalkuluje — ryzyko duże, a skala żadna
Opuszczamy Polskę i witamy Londyn
To będzie nowy początek, jedziemy po forsę
Może rok, odkuję się albo już nigdy nie wrócimy
Mikro pokój, praca i codziennie nadgodziny
Pracę, którą wykonuję, na bank już zabiło AI
Gigabajty tekstów, same jedynki i zera
Czuję, że mogę rozjebać, jestem w niewłaściwym miejscu
Wysyłam rodzinie szmal, w nocy rozmawiam przez Facebook
Będzie dobrze, zbieram graty, wyruszam na Stansted
Jeśli nie teraz, to nigdy — mam ostatnią szansę
Z Lexem gadam przy butelce z widokiem na patio
Nie zapomnę tego, brachu, pomogłeś mi bardzo
Jest lokal piętnaście metrów, robimy w nim studio
Tylko palę i nagrywam, co chwilę mam nowe gówno
I ładuję to na YouTube, i ktoś chyba podał dalej
W miesiąc mamy milion viewsów, co za jebany przypadek
Generalnie wyjebane: dzwoni Sony, dzwoni ktoś tam, ale kładę na to lachę
Jak tyle się już czołgałem, to dowiozę to, jak chcę
Sram na komercyjne akcje, to H-I-P-H-O-P
Pojawił się ktoś z hajsem i chciał zabookować trasę
Potem wyszło, że farmazon, ale chuj tam, już wybaczę
Chłopaki wrócili z UK i trochę zaczął się taniec
Tańczyłem po MDMA, całą noc z "Ostatnim balem"
Hajsu z muzy nadal zero, a impreza trwa w najlepsze
Czuję, że coś się nie zgadza i zaraz to chyba pęknie
Chcą wyjebać nas ze studia za nieopłacony rent
Zmienił zamki typ i zniknął, a tam został cały sprzęt
I zadzwonił Dawid Szynol, że może dać cztery koła, jakbym na składankę nawinął
Możliwe, że wtedy uratował mi karierę
Dzięki, mordzia, bez powodu nic się chyba tu nie dzieje
Potem Kraków, zamieszkałem u Wiktorii
Próbowałem różnych dragów, byliśmy wszystkiego głodni
Co parę miesięcy album puszczałem, rosła kariera
Aż odezwał się Magiera i tak powstała "Afera"
Aż nie zadzwoniła mama, że za chwilę umrze tata
I to zmieniło coś we mnie, od wtedy nie umiem płakać
A więc teraz jestem głową tej rodziny
Nie przetańczę ani grosza, pierdolcie się, skurwysyny
Pisałem pierwsze "Ogrody", wkurwiony na wszystko wokół
Na komercję, na intencje złe i fałszywych proroków
Miałem braci tylko obok, co nie dali mi zwariować
Sprzedaliśmy pierwszą trasę, ją odwołała korona
Wtedy odezwał się Queba, poleciałem do Tallinna
Że tak bezinteresownie, do mnie mój idol podbija?
I przywrócił mi wiarę trochę w ten cały teatr
Na zawsze szacunek, Kuba, ale kto pisał "adderall"?
Na kwarantannie "Kraków, Marzec" powstał w moment
Dużo piję, nadużywam w takim artystycznym gronie
Budzę się obok malarek, wróżek, kompozytorek
I nagle coś się zmieniło — drastycznie chcę dbać o zdrowie
Dzięki Bogu w samą porę
Poznałem miłą dziewczynę, wszystko poszło w dobrą stronę
Steez połączył mnie z Phunk'illem, a ten pomnożył rachunki
Wyszła dochodowa trasa, poznałem przemysł od kuchni
I tu się zaczyna rozdział, który podpisałbyś "mainstream"
Gdyby nie to, że od zawsze nie pasowałem do reszty
Niestety to tylko Red Bull i sześćdziesiąt cztery wersy
Ciąg dalszy historii będzie na płycie "Hooligan Mercy"
[Outro]
Tak jest, kurwa