Released on December 25, 2020

Thumbnail

[Zwrotka 1: Kukon]

Oczy patrzą, żyje miasto jak podjeżdżam z koleżanką

Połknij to i popij to zanim znów zrobi się jasno

Pokmiń to i odbij bo nie znają się za bardzo

Blondi, nie masz broni więc nie cwaniakuj tym laskom

Jestem ustawiony pod hotelem po to cacko

Jeżdżą dziwne fury, znamy teren elegancko

Chodzą dziwne dupy, mają cerę idealną

Nigdy nie zaufam już kokainie i fankom

He, młody alfons, a wcześniej taki dobry chłopak

Bardzo ładna, ale nie można się w niej zakochać

Sprawa tajna, dzwonią telefony, sypię brokat

Palę jointa, drugą ręką kręcę z włosów loka


[Zwrotka 2: lex clockwork]

Nisko spodnie, gadamy o wyższych sumach

Tej nocy już nie zaśnie bibi, dziś jak Kat DeLuna

Wiedzą co to Ogrody, rośnie temperatura

Na szyi czarna puma, wpadliśmy się pobujać

Siedzę na telefonie i siedzi mi ta dupa

W balu na maratonie nie gadaj mi o sztukach

Miała wpaść tu na moment, a wystygła mi zupa

Kiedyś jeszcze zadzwonię tylko musi mi się udać

Tutaj życie wbija mocno tak jak na klatę but

Serce bije tylko nocą, serce zimne jak lód

Dalej oddaję to blokom, tutaj lubimy czuć

I znowu tańczę bez ciebie, znowu zmarznę bez słów

Wchodzę grubo z tobą w zakręt albo mam déjà vu

Lecz jak kiedyś ciebie znajdę, później będziemy śnić

Myśli znowu, łatwopalne, czasy brudne jak kwit

Podejdź bliżej, to popatrzę, to już nie Piękny Syf mała