Released on September 11, 2025

Thumbnail

[Intro]

Mercury (Mercury)


[Refren]

Dziwko, teraz żyję lavish, kiedyś czułem tylko ból

Już nie gonię za babami, to jest jak na ranę sól

Na necie lecą strzały, jakoś nie widzę tych kul

Uwierz nic mi nie brakuje jak przy mnie jest parę głów

Wrzucę diaxy na chain, zmienię taxi na Range

Duszę sukę tak jak Kayn, bogaty dzieciak — money way

Bez pretensji, jesteś lame, stary, them which be the same

Świecimy, nie Johnny Dang, nie Abu Dhabi, widzę szejk


[Zwrotka 1]

Jak małe uzi, ja pluje te fakty

Podpiszę t-shirt, a potem kontrakty

Podpiszę cyce, a potem na party

Guap policzę, nie żyję jak każdy

Łeb Ci pęka jak piniata

Lеżysz jak szmata, na sukę leję tonic

Uderzam w taniec, niе Bachata

VVS nie w ratach, biegnę po to jak Sonic

Ja flipuje siano i nie mogę przestać, bo na tym gównie jestem jak Tony Hawk

Te kurwy coś prują się, że jestem ćpunem, zjeby, nawet nie wiem jak smakuje coke

Podwajam, potrajam, liczby idą w górę, droga do miliona, tak znalazłem trop

Z otoczenia pozbyłem się klauna, rzucał kłody i mówił mi stop

Rzucam paczki, ciężkie cegły i nie jak kurier, tylko bez przerwy

Jesteś durniem i jesteś uległy, wszystko za cash, już nie biorę w zeszyt

Nie patrzę na świat przez różowe okulary

Łamię prawo daily, a jeszcze nie widzę kary


[Refren]

Dziwko, teraz żyję lavish, kiedyś czułem tylko ból

Już nie gonię za babami, to jest jak na ranę sól

Na necie lecą strzały, jakoś nie widzę tych kul

Uwierz nic mi nie brakuje jak przy mnie jest parę głów

Wrzucę diaxy na chain, zmienię taxi na Range

Duszę sukę tak jak Kayn, bogaty dzieciak — money way

Bez pretensji, jesteś lame, stary, them which be the same

Świecimy, nie Johnny Dang, nie Abu Dhabi, widzę szejk


[Zwrotka 2]

Małolaci urodzeni na osi, wiem, że nikt nie ma więcej swagu

Ze mną stoi brat: jeden, drugi, to rodzinny biznes, ja nie mam kolegów

Fura trochę koni zakurwia dwieście, wie co ma robić, bo nie zmienia biegów

Wiadro pomyj chcą wylać na mnie, szmato, nic z tego, bo nie słucham zjebów

Na trapie pas za pasem jak Barcelona, ale nikt nie jest piłkarzem

Chłopaki byli na streecie nisko, jesteśmy twardzi przez zaplecze wydarzeń

Nie podchodź do nas jak jesteś oppem, bo jestem pewny, że doznasz obrażeń

Jak psy pytają o sytuację, udam debila, powiem: "nie kojarzę"

Moje grono ulepione inaczej, tu żaden z nas nie pierdoli się z Gucci

Lamus na ziemi jest jak Sashimi, niestety, łajzo, nie mówię o sushi

Jeden debil ledwo oddycha, a mówił, że węże mogą udusić

Każdy kumaty wie o kim mowa, nie rzucam ksywy, bo strzeli z dupy


[Refren]

Dziwko, teraz żyję lavish, kiedyś czułem tylko ból

Już nie gonię za babami, to jest jak na ranę sól

Na necie lecą strzały, jakoś nie widzę tych kul

Uwierz nic mi nie brakuje jak przy mnie jest parę głów

Wrzucę diaxy na chain, zmienię taxi na Range

Duszę sukę tak jak Kayn, bogaty dzieciak — money way

Bez pretensji, jesteś lame, stary, them which be the same

Świecimy, nie Johnny Dang, nie Abu Dhabi, widzę szejk