Released on May 22, 2019

Thumbnail

Zwiedzam pasma niepowodzeń, nie chodzę po wodzie

Chodzę po wódzie, a stopy kładę tam gdzie ogień

To był człowiek nie był bogiem

Śmierć jest teraz nie za moment

Ja sobie czekam, kurwa na co czekam?

Aż nie będę miał nic, by móc zostawić wszystko

Ja nigdy nie zwlekam, kurwa i z czego beka?

Niemy jest twój krzyk, a Ty ufałeś liczbą

Modlisz się o nieba bramy, my tylko babramy

Czekaj sobie na fanfary, na mnie czeka rap fanatyzm

Żar! Żar! Ja tym kurwom dam popalić

Ha! Ha! Ha! - nie tkną dziewki mej Samary

Pęka jak granit, moje samo życie - życiem z granic

Tu się bije każdy z każdym, trucizna na szali

Ooo, o, ja znów widzę ją samą w oddali

Chciałem wolność, ale mi jej nie oddali za nic!

Znowu budzę w was koszmary

Chaos wszędzie nawet we śnie

Moje demony są nie do wiary

To jest szczęście? Nie wiem jeszcze!

Strute miasto przekleństw, ludzi w bestie zmienia z wiekiem

Z trudem klątwę przełkniesz , budzi zemstę z czasu biegiem

Zrozumienie? Coś słyszałem - ale nie wiem

Jakie ma znaczenie, gdy nami tu rządzą tu zmienne

Twarze ludzi piękne, kiedy dusze do cna szpetne

Zamęt budzą w piekle, które widzimy pod niebem

Tak!! I coś Ci powiem mała słuchaj

Nie wierzę w nas, bo kurwa nie wierzyłem nigdy w cuda

Uda, czy się tu nie uda?

Pierdole to, rozchyl uda, od środka zapukam, kurwa

Zaczynam znów Cie nakłuwać

Podnieca Cie ból jak skuta, jesteś i nie szukasz jutra?

Ostre dupcenie po dragach i te utopijne stany

Nie pytaj gdzie równowaga, znów utopimy plany (prawda naga)

Ona to upadły anioł, ja w tej bajce diabłem i wypadło na nią (aha)

Czas to martwy kanon, Ty żywisz się faktem, że znów zaśniesz paląc (sama)

Ja jak te gramy z rana, Ty piękna jak Luizjana

Ja znam te karty na bank, Ty zimna znowu jak Svalbard

Idę świat okradać z resztek marzeń, no i światła

Ty idziesz znów udawać, że nie płaczesz, gdy jest dramat