Keja

By Kato (POL)

Released on October 5, 2016

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Mam dwadzieścia dwa lata, a się boję śmierci

Nie przesypiam nocy, gdy mnie miażdży w piersi

Staram się zamykać oczy, zmusić do snu

Chciałbym krzyczeć z całych sił, ale milczę jak grób

Chciałem najwięcej, nie umiem po trochę

Weź pierdol te pizdy i wyrzuć ten proszek

Weź załóż legginsy, jest ciepło na dworze

Bo pierwszy raz w roku tak grzeje to słońce

Stoimy na dachu, rzucamy spojrzenia

Rzucamy się sobie do gardła, w ramiona

Rzucimy z krawędzi, to koniec istnienia

Wiesz, że nie umiem odchodzić bez słowa

Zabijmy rodzinę, nie swoją, a cudzą

Bo ludzi na świecie i tak jest za dużo

Wrzućmy do rzeki ich ciała bez ubrań

Lubię, gdy lubisz, jak mszczę się na ludziach

Lubię, gdy rzucasz tą dzikość spojrzeniem

Jakbyśmy byli jedyni na świecie

Jesteśmy jedyni, porzucaj nadzieję

Że kiedyś ktoś inny Cię przejmie ode mnie

Stoimy na dachu, rzucamy balony

Z goryczą na ludzi, co chodzą pod nami

I jeśli się wyprzesz, ja przyjmę tytuły

Bo chociaż przez chwilę jesteśmy królami


[Refren x2]

Wszyscy odejdą nawet, jak nie mają dokąd

A ten, co to nawinął, zawsze ze mną stał

Bliscy odejdą nawet, jak nie mają po co

I znów trzymając burtę czekam, aż nadejdzie szkwał


[Zwrotka 2]

I chyba już nie mam tu nic

I jedyne, co czuję na pewno, to "chyba"

Jak Ciebie potrzebuję, by spokojnie żyć

Tak ich potrzebuję, by spokojnie zdychać

Wybiórcza głuchota, gdy budzik mi dzwoni

Rzygam ze strachu przed jutrem - dzisiaj

Nienawiść co rano mnie stawia na nogi

Bo muszę ich męczyć za psucie mi życia

Jestem szczęśliwy, to jestem sztuczny

Nie umiem udawać, że bawi mnie ogół

I duszę się kurwa w tych środkach transportu

Szpitalach, urzędach czy sklepach na rogu

Czuję ten odór, to chyba choroba

Męczą mnie żarty, wkurwiają pytania

Podchodzą za blisko i mówią za głośno

Chcę wracać do domu się rzucać po ścianach (dość)

Pozwól mi nienawidzić, mamo

Nie umiem już dłużej udawać, że kocham

Chcę w końcu odpocząć i ściągnąć ubrania

Nie czuję tych ludzi, ich ciężko się kocha

Paradoks jest taki, że ciężej się lubi

A strach przed samotnością zawsze nam krępował ruchy


[Refren]

Wszyscy odejdą nawet, jak nie mają dokąd

A ten, co to nawinął, zawsze ze mną stał

Bliscy odejdą nawet, jak nie mają po co

I znów trzymając burtę czekam, aż nadejdzie szkwał

Wszyscy odejdą, nawet jak nie mają dokąd

A ten co to nawinął zawsze ze mną stał

Bliscy odejdą, nawet jak nie mają po co

Wszystkie bronie w moją głowę, jestem gotowy na strzał


[Zwrotka 3]

Nie walczę ze światem, oddałem, co jego

I mogę bez przeszkód się poddać jak fale

Tak samo jak one, każdy z nas ma własną skałę

I chodzę po cichu na palcach; Pawłowa

Powoli do celu, uważam na kroki

Wyrzuca nas na lądy, chociaż nie umiemy chodzić

Próbuję kurwa ustać i żyć tak, jak pragnie świat

Nie należę do was, nie należę do tych plaż

Zawsze czułem strach przed ogromem morskich fal

Przed korkami tłocznych miast i najlepiej, bym był samTekst i adnotacje na Rap Genius Polska