Released on October 23, 2014

11K Views

Thumbnail

[Refren]

Jak ścieżki to powód do dumy

To kreski to przyczyna zguby

Nie mamy szacunku do bestii

Choć dała nam chwile bez stresu i presji i prestiż


[Zwrotka 1]

Mam okno otwarte, pięć pięter na parter

Powieki zamknięte i nie wiem czy skoczyć

Za prawdę, za bliskich, za karę, za mantrę

Za którą wypluwam tu płuca tej nocy

Chcę wiedzieć jak jest i więcej niż chcieć

Za wiarę, zwątpienie, uczucia to strach

Chcę poznać Cię znowu i złapać za rękę

I wiedzieć, że wiesz kurwa wszystko, jak w piach

Błagam, nie mów, że znasz noce i dni i akcje jak ta

Akcje jak ta, akcje jak ta, to koszmar

Więc nie mów mi, że tonę w snach

I sennych marzeniach obdartych ze zła

Niewiernych przyjaciół zabiera mi mgła

W bezdennych myślach, bez weny na kredyt

Czekamy nim minie nam chwila na płacz

Zmieńmy to, spiszmy te sceny

I rzućmy daleko, gdy studia tu kradną nam czas

Wspomnienia są trudne, a brudne "nieważne"

Wyciera każdemu z was twarz cały czas

Wśród kobiet i ludzi, o których zapomniał już świat

Wspominam smak dawnych lat

I skrobię na ścianie te linie wytrwale

Dopóki odróżniamy noce od dnia


[Refren]

Jak ścieżki to powód do dumy

To kreski to przyczyna zguby

Nie mamy szacunku do bestii

Choć dała nam chwile bez stresu i presji i prestiż


[Zwrotka 2]

Chcę się cofać, mieć jazdy po dropsach

Lub wenę po prochach, ty nie mów, że nie wiesz

Być głupi po koksach, osiedle nas mota

I nie każdy oszuka Boga, a siebie

Na osiedlach trwoga zabija w nas radość

I każdy tu patrzy po sobie, nic nie wie

Vannitas to ścierwo, jak z zeszytu równo

Na przerwie, jej wzrokiem, liceum jak w niebie

Uciekam od tego i znikam za rogiem

Jak każdy kto zgubił coś więcej niż hajs

Nie umiem tam dobiec a wierzę, że mogę

Kto marzy to mówił nam, że nie ma jak

Wiem czemu, bo gonił to samo

I brata tożsamość, charakter z tektury i piach

Chcesz więcej brawury? Bo zamykam oczy

Gdy widzę jak obcy wychodzą na dach

Widzimy to wszystko, śmiejemy się pięknie

A podle wznosimy miraże pod sufit

Piedestał jest pełen, a eden ucieka

I zmienia nam cele na uciec, ogłupić

Choć dalej to głupie, kupiłem legendy

Na stronach, o których pisałem wraz z nią

Choć martwe przesądy to w oparach troski

Obłędy o których nie powie wam ksiądz

Nie jestem najlepszy, święty, wierny i mądry

To tylko portrety zła

Ale bez przerwy próbuję być lepszy

I zatracam się w konstelacjach bez dna


[Zwrotka 3]

Dopóki nie wrócisz to nie wiem nic więcej

Poza tym, że męczę się każdego dnia

Nie ręczę za prawdę, lecz gdy nagle słabnę

To wpadam bez winy w kratery bez dna

Nie zbadam ich sam, dajcie mi czas

Rzucam to szczerze i w twarz

Poddaje wygrane i znikam

Zwycięstwa odkładam na inne okresy jak blask

To tylko ja